Czy ja nie lubię pogan?

Ktoś mógłby pomyśleć, że z natury rzeczy ksiądz nie powinien przepadać za poganami. Nic bardziej mylnego! Z nieukrywaną szczerością muszę przyznać, że do pogan nie czuję absolutnie żadnej antypatii, a nawet są oni dla mnie dowodem na to, że (w przeciwieństwie do wielu oświeconych głów) nie zabili w sobie naturalnej i ludzkiej potrzeby religijności. Oczywiście nie bronię ich rozumowania ani wierzeń, bo te zostawiają wiele do życzenia. Religie pogańskie traktuję jako formę przejściową, która ma doprowadzić do prawdziwej Wiary, bo przecież nikt, kto ma chociaż odrobinę krytycznego myślenia, nie zostanie wyznawcą słońca, świętych drzew lub potwora spaghetti. Mimo to przyznać należy, że nawet współcześni poganie są w swoich wierzeniach konsekwentni i za to ich szczerze cenię.

Poganin wierzy, że drzewo które czci, w swoim pniu i gałęziach żyje i czuje. Otacza je szacunkiem i nie pozwoli, aby jakiś katolik lub niedouczony poganin wyciął je i zamienił na stos bezużytecznych desek. Pogańscy wyznawcy wierni są swojej idei i kiedy składają w ofierze płody ziemi to bezwarunkowo wierzą, że Matka Ziemia przyjmie dary, mimo iż fizycznie nikt jej nie zobaczy ani nie usłyszy. Poganin będzie zapewniał, że tu nie chodzi o spotkanie w świecie materialnym, ale o wiarę w to, że w sposób niewidzialny nawiązuje kontakt ze światem duchowym. W pewnym sensie zazdroszczę trochę poganom, głównie tego, że są w swoich przekonaniach bezwarunkowo konsekwentni. Nie pozwalają, aby w swoim zabobonie być zabobonnym. Niestety nie można powiedzieć tego samego o niektórych katolikach.

Z dumą w sercu stwierdzam, że chrześcijaństwo od zawsze przekonywało mnie swoim podejściem do praktyk magicznych. Nie chodzi o to, że w chrześcijaństwie nie istnieje żaden wymiar tajemniczości czy mistagogii, ale o to, że nad tym wszystkim panuje zwyczajnie zdrowy rozsądek i Objawienie, które zostawił nam Bóg. Niestety dochodzi czasami do sytuacji, w których zaczynam zadawać sobie pytanie o to, czy wszyscy chrześcijanie dobrze zrozumieli, na czym polega chrześcijańska obrzędowość i związana z nią wiara w Bożą obecność. Od czasu do czasu spotykam się z dziwnymi zachowaniami, które nawet w świecie pogan uważane byłyby za dziwne i zabobonne.

Chodzi mi o sytuacje, gdy ktoś z nieukrywaną agresją napada na księdza, bo kropelka wody święconej nie wpadła do koszyczka, świeczka na ołtarzu zgasła w złym momencie, albo (nie daj Boże!) palemka znalazła się poza zasięgiem kropidła. Wytrawny duszpasterz oczywiście będzie starał się wytłumaczyć, na czym istota sprawy polega, ale nie zawsze uda mu się przekonać zabobonnego chrześcijanina do swoich racji. Może nawet spotkać się z przemocą i wyzwiskiem, bo przecież w mniemaniu zabobonnego katolika chodzi tu o rzeczy święte wymagające interwencji najwyższych władz kościelnych. Z ust padną oskarżenia o nietolerancję, bark zrozumienia, a nawet (co może najbardziej przerażające) o niewiarę i celowe zwodzenie ludzi. Ksiądz oczywiście może powołać się na argument z wiary, ale ten niewiele zrobi, bo tu chodzi o przekonanie, a nie o wiarę. Zabobonny katolik poglądów nie zmienia. Myliłby się również ten, kto twierdziłby, że może przemówi argument rozumu, bo zwyczajnie w głowie się nie mieści, aby wierzyć w takie głupstwa. Niestety zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne. Głupota potrafi wygrać z rozumem.

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak jeszcze raz zapewnić czytelników o mojej sympatii do wszystkich ludzi (w tym także do pogan) i o głębokim poczuciu frustracji względem tych, którzy za chrześcijan się uważają, a tak naprawdę mocno jeszcze tkwią w zabobonie.

Inne artykuły autora

Castel Sant’Elia – podróż metafizyczna

Nie czytaj tego wpisu!

Pax Christi