Nadzieja

Wielkanoc. To najważniejsze święto w roku dla wszystkich katolików. Czytaliście opis wielkanocnego poranka? (Zamieszczam poniżej). Może się zdziwicie, ale naprawdę dużo tam... biegania. Myślę, że dla wszystkich sportowców, może to być bardzo ciekawy fragment Biblii.

Wczujmy się w opisaną sytuację. Niedziela rano. Kilka dni wcześniej, po trzech latach wspólnie spędzonego czasu, uczniowie nagle zostali sami. Zabito ich Mistrza, nauczyciela, przyjaciela. Totalna pustka! Od kilku dni siedzą w ukryciu, sami, przygnębieni, nie wiedzą, co robić. Nie rozumieją, co się stało. Dlaczego to się stało.
Nagle o świcie wpada do nich Maria Magdalena. Krzyczy, że grób jest pusty. Może uczniowie jeszcze spali, może siedzieli, wpatrując się w podłogę... Jan i Piotr, nie zważając na nic, natychmiast zrywają się i wybiegają.

Ciekawe jaki dystans mieli do pokonania. 1, 2, a może 10 km...? Czy na trasie nie brakowało im energii? Raczej nie jedli śniadania... Czy łapała ich kolka, poczuli kurcze? Czy mieli kryzys, „ścianę”? Może było im słabo z odwodnienia? Ciekawe w jakim tempie biegli...

Kiedy myślę o tym porannym biegu, jednego jestem pewny. To na pewno nie był bieg na 50%. To musiał być szus na pełnej szybkości, bez żadnych kalkulacji. Nie żaden trucht z przerwami na odpoczynek. Zero oszczędzania się. 100% mocy, bieg na rekord, na „życiówkę”.

Zapewne bili się z myślami. Przypominały im się słowa ich Mistrza. Zadawali sobie pytanie, czy wyjaśnienie pustego grobu, które nieśmiało przychodziło im do głowy... może być prawdziwe. Myślę, że na pewno mieli superprzyspieszone tętno. Serca im kołatały – tak z wysiłku, jak z emocji. Oni biegli po nadzieję, którą na te kilka dni stracili. Pędzili ile sił w płucach, żeby jak najszybciej sprawdzić, czy On... naprawdę powstał z martwych. 
Na mecie czekał pusty grób. Uwierzyli i zrozumieli. Odzyskali radość.

Życzę Wam w życiu takiej nadziei. Takiej, która rozsadza serce i wprawia w szaleńczy pęd całe ciało.
Życzę takiej radości, która zrekompensuje wszelkie trudności i ból. 
No i życzę, żebyście... jeśli/kiedy Go odnajdziecie, pędzili ile sił w nogach, nie zważając na zakwasy
WESOŁEGO ALLELUJA!

(J 20, 1-9)
Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.

Inne artykuły autora

Święta, święta i… ?

Jestem na tak!

To irracjonalne…