Komunikat o błędzie

Notice: Undefined variable: output w business_breadcrumb() (linia 26 z /home/michalici/ftp/newDrupal/sites/all/themes/business/template.php).

Marzec 2013

Babcia wielkopiątkowa

Miałem dwadzieścia kilka lat. Wielki Piątek. Niewiele mnie to interesowało, chociaż chadzałem jeszcze na Msze. Byłem u kolegi, który w ogóle nie pojawiał się w kościele. Kiedy sięgałem ręką do gałki radia usłyszałem coś, co wprawiło mnie w zdumienie: „dzisiaj nie słucha się radia, bo Pan Jezus leży w grobie”. Później przyznał, że babcia tak mawiała i chociaż w mieszkaniu krzyża na ścianach nie uświadczyłeś, to był on gdzieś głęboko w sercu. Pewnie nieodzownie połączony z miłością babci do wnuka.

 

 

Zrozumieć dwa miecze

Pewnym utrudnieniem (przynajmniej dla mnie) wspomnienia Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa jest świadomość zakończenia historii. Brakuje dreszczyku emocji z cyklu „co będzie dalej”. Mam swoją metodę jak przeżywać ten czas. Biorę z opisu jakiś aspekt i rozmyślam nad nim przypadając w końcu foremkę mojego życia. Dreszcz emocji pojawia się kiedy odkrywam aktualność dla mnie, w moim życiu.

Kiedy rozmyślałem o Ewangelii z Niedzieli Palmowej skupiłem się na odpowiedzi Jezusa, kiedy uczniowie pewni swojego odpowiedzieli „mamy dwa miecze”. Jezus odpowiedział „wystarczy”. Dwa miecze wystarczą? Do czego?

Konklawe jak bierzmowanie?

Gorączka medialna. Wypatrywanie dymu i ocena jego koloru. Spekulacje, kalkulacje, zakłady. Jak być gdzieś ponad tym? Czekać – jak pisze ks. Stopka – na Papieża, a nie na dym. Dym rozwiewa wiatr i najbardziej jest potrzebny telewizji.

Oczekiwanie niesie za sobą niepewność i nadzieję – siostry nierozłączne (niemal syjamskie). I tylko Duch święty w tym wszystkim umyka i jakoś tak niemedialna z Niego Postać. Na ten czas wróciłem do lektury Księgi Joela. Najsłynniejszy fragment Księgi zapowiadai:  „I wyleję potem Ducha mego na wszelkie ciało”. Do tego fragmentu odnosi się św. Piotr w czasie Pięćdziesiątnicy.

Kierkegaard miał racje

Kierkegaard miał racje. Z Wieloma sprawami związanymi z wiarą to tak jak z tańcem. Kunszt tancerza poznaje się po tym jak ląduje – czy wylądował tam i tak jak chciał (jak powinien?). Obserwując dobrych tancerzy ma się wrażenie, że są jednym ciałem, które wie czego chce i dokąd zmierza.

Trochę tak jest i ze spowiedzią. Szukając miejsca nam lądowanie trzeba maksymalnie zgrać się przez kratę. Problem jest wtedy gdy spowiednik ląduje tam gdzie chce, ale nie pozwala (lub nie pomaga) wylądować tam spowiadającemu się (penitent to takie zgrzytające słowo).

Jeszcze kawałek do miłości

Wiara prowadzi przez nadzieję do miłości. Nie robi tego szybko, ale jedynie skutecznie. Kiedy św. Piotr staje pod Cezareą Filipową i w twarz Jezusa wyznaje swoje Credo: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego (Mt 16, 16), za chwilę słyszy o tym, że Jezus ma cierpieć, zostać zabity. Piotr nagle traci grunt pod nogami, załamuje ręce i prosi Jezusa, żeby nie mówił tak. Jeszcze ludzie odejdą. W odpowiedzi słyszy: idź precz Szatanie! Wtedy na tej zdziwionej, świeżo wyznanej wierze, która od razu doznaje zachwiania, musiał zbudować nadzieję. Do miłości było jeszcze kawałek.

Gołębie serce Jonasza

Kiedy czyta się lub słucha opowieści o Jonaszu, strach przeplata się że zdziwieniem. Bóg kieruje do niego wezwanie, ale on nie chce go podjąć. Ma się udać do Niniwy, a płynie do Tarszisz (dokładnie druga strona świata). Obawia się wyśmiania, cierpienie, pracy proroka. Bo praca proroka to nie odgadywania numerów totolotka, ale wzywanie do nawrócenia. Wielu z nas to tacy wystraszeni prorocy. Jak gołębie (Jonasz oznacza gołąb) uciekamy gdy tylko ktoś krzywo spojrzy. Konkretny znak, słowo, stawiane wymagania to działanie prorockie. Odważna wiara to mocne działanie proroka.