 Zawsze chciałem pracować na Białorusi - rozmowa z ks. Arturem Paprockim CSMAZ ks. Arturem Paprockim CSMA, który od niespełna roku jest proboszczem w parafii w Gatowo na Białorusi rozmawiał kl. Paweł Wojakiewicz CSMA.
P. W. Decyzja wyjazdu za granicę nie jest jedną z łatwiejszych, wręcz przeciwnie, z pewnością wymaga długiego namysłu i przemodlenia. Jak to było w księdza przypadku. Co ks. skłoniło do wyjazdu i jakie były motywacje przybycia tutaj i podjęcia posługi wśród tutejszej ludności?
Ksiądz Artur Paprocki. Jeśli chodzi o moje spotkanie z Białorusią, to nastąpiło ono wiele lat temu, gdy jako kleryk pierwszego roku, po raz pierwszy wyjechałem na Święta Bożego Narodzenia do naszej parafii w Szydłowicach. Ten wyjazd głęboko zapadł w moje serce, tak, że jeszcze później wiele razy wyjeżdżałem tam, czy to na praktykę świąteczną, czy też na wakacje. Tak naprawdę nie wiem, dlaczego tak urzekły mnie te tereny i ci ludzie, ale będąc jeszcze w seminarium wielokrotnie myślałem, żeby tam kiedyś wyjechać do pracy już jako ksiądz. Jednak droga na Białoruś okazała się bardzo długa. Zaraz po święceniach zostałem skierowany do pracy na warszawskie Bemowo, gdzie spędziłem pięć. I choć bardzo chciałem wyjechać na Wschód i wielokrotnie o tym mówiłem, jakoś nie było okazji. A więc wszystko złożyłem w ręce Boga, poddając się Jego woli. Czas mijał, zmieniły się władze naszego Zgromadzenia i pewnego dnia przyjechał na Bemowo radca generalny - ks. Jan Seremak - i zabrał mnie na rozmowę. Wtedy też przedstawił mi propozycje wyjazdu na Białoruś. Szczerze mówiąc nie miałem czasu żeby tą propozycję przemyśleć czy też przemodlić, choć tak naprawdę wydaje mi się że zrobiłem to już wiele wcześniej. Teraz Bóg zapukał do mego serca z konkretną propozycją, a dałem pozytywna odpowiedź. I tak oto znalazłem się na Białorusi aby przede wszystkim głosić Ewangelię i pracować w charyzmacie naszego Zgromadzenia.
P. W. Jak jest historia parafii Gatowo, jej początek i rozwój, aż po dzień dzisiejszy?
A. P. Mówiąc najprościej ta historia jest bardzo krótka i wiąże się z historią parafii w Mińsku, w której pracuje ks. Gienadij. Ponieważ księża z Polski nie mogą pracować w Mińsku, otrzymaliśmy od J. Em. Kardynała Kazimierza Świątka sąsiednią parafię w Gatowo, 10 km. od Mińska. Jest to niewielki miasteczko ok. 10 tys. mieszkańców. Najpierw, zanim jeszcze ja przyjechałem, parafię obsługiwał ks. Gienadij. On też zebrał wszystkie potrzebne dokumenty aby zarejestrować parafię, co miało miejsce 15 listopada 2004 roku. Następnie wystarał się o wszystkie dokumenty dla mnie, żebym mógł tu pracować, za co jestem mu bardzo wdzięczny, bo będąc tutaj wiem ile trzeba zachodu i czasu poświęcić aby cos zdobyć. Gdy przyjechałem Msze św. odprawialiśmy jeszcze u ludzi w domach. Ale z każdą niedzielą przychodzili nowi parafianie więc obecnie wynajmujemy pomieszczenie. Obecnie na niedzielna Eucharystię przychodzi ok. 50 osób, choć ciągle przybywają nowi wierni. Ktoś może powiedzieć, że to mało. Z pewnością biorąc pod uwagę liczbę, to tak ale jeśli weźmiemy pod uwagę duszpasterstwo to jest co robić. Wiele osób jest tylko ochrzczonych, a więc przygotowanie do sakramentów, wiele małżeństw żyje bez ślubu kościelnego. W roku 2005 osiem osób przystąpiło do pierwszej spowiedzi i Komunii św., a 10 osób przyjęło sakrament bierzmowania. Dwoje dzieci zostało włączonych do społeczności Kościoła przez sakrament chrztu św., a w pierwszy dzień nowego 2006 roku odbył się pierwszy ślub w parafii. Poza tym w parafii jest już 6 ministrantów i dwie róże Żywego Różańca. Są to sprawy, które cieszą i mobilizują do pracy.
W między czasie cały czas idą starania o otrzymanie ziemi i pozwolenia na budowę kościoła, plebani i centrum młodzieżowego. I choć idzie to bardzo wolno, jestem pozytywnie nastawiony i myślę, że już w tym roku będziemy mieli już plac i swoje miejsce na modlitwę.
P. W. Posługa na Białorusi wiąże się niewątpliwie z przezwyciężeniem bariery językowej, kulturowej i pewnie wielu innych rzeczy. Jak sobie ksiądz razi z tymi trudnościami w codziennej posłudze kapłańskiej?
A. P. Z pewnością trudno jest wniknąć w kulturę i mentalność innego narodu. Dlatego człowiek musi się pewnych rzeczy uczyć na nowo. Zaczyna się to od języka, dzięki, któremu następuje komunikacja. Nie jest to takie proste, gdyż obecnie na Białorusi są dwa języki państwowe - białoruski i rosyjski, przy czym liturgia jest sprawowana po białorusku (w niektórych rejonach Białorusi po polsku), natomiast tak na co dzień przeważa język rosyjski. Tak więc gdy przyjechałem od razu musiałem prowadzić Mszę po białorusku. Najgorszy był początek, a potem już jakoś szło. Na pewno pomogło mi to że kiedyś w szkole uczyłem się języka rosyjskiego, więc przynajmniej nie miałem problemów z cyrylicą. I choć jeszcze zdarzają się pomyłki i śmieszne sytuacje to ludzie są bardzo wyrozumiali i jakoś się dogadujemy.
P. W. Podejrzewam, że nie jest łatwo zaczynać wszystko od początku, ale niewątpliwie towarzyszą temu pewne plany i marzenia na przyszłość.
A. P. Zawsze coś co nowe jest też wielką niewiadomą. Ale też to, co nowe, jest bardzo ciekawe. Patrzeć i uczestniczyć w dziele tworzenia parafii - nie każdy ma to szczęście i takie możliwości. Nie wiem co będzie, ale oczywiście plany i marzenia są. Trochę już o nich wspomniałem. To przede wszystkim budowa kościoła oraz centrum młodzieżowego. W Gatowo jest bardzo dużo dzieci i młodzieży, a nie mają zbyt wielu możliwości spędzania wolnego czasu. Często siedzą pod blokiem piją piwo, palą papierosy. Myślę, że pracy mi nie zabraknie, a w przyszłości będą potrzebni jeszcze inni kapłani czy bracia zakonni. Korzystając z okazji proszę o modlitwę, żeby moje wszystkie plany i pragnienia były zgodne z wolą Bożą.
P. W.Dziękuję za rozmowę Tekst wyedytowany: 2006-10-20 21:28:11 Inne serwisy michalickie:
[ Siostry Michalitki ] * [ Wydawnictwo Michalineum ] [ Niższe Seminarium ] |