Komunikat o błędzie

Notice: Undefined variable: output w business_breadcrumb() (linia 26 z /home/michalici/ftp/newDrupal/sites/all/themes/business/template.php).

Michalicka Pielgrzymka do Fatimy – DZIEŃ SZÓSTY i SIÓDMY

8 czerwca – DZIEŃ SZÓSTY

Ruszamy do Coimbry. Dziś ostatni, pełny dzień naszej pielgrzymkowej wędrówki.  O 9.00 wszyscy na swoich autokarowych miejscach, modlitwa i w drogę. Kiedy mijamy fabrykę i składy korka, z którego produkcji słynie Portugalia, jako najważniejszy z siedmiu krajów producentów (ok. 50% światowego eksportu), pani Gosia wprowadza nas w klimat trzeciego co do wielkości miasta Portugalii, do którego zdążamy.

O Coimbrze mówi się, że to „sędziwe miasto z młodzieńczą fantazją”. O jego sędziwości świadczy chociażby to, że osada istniała już w czasach rzymskich. To pierwsza stolica państwa (1139 r.). Młodzieńczość zapewnia mu studencki gwar uniwersytetu, położonego na wzgórzu. Początki uczelni sięgają roku 1290. Jej pierwszą siedzibą była Lizbona. Później szkoła zmieniała siedzibę, aby w końcu na dobre osiąść w Coimbrze. Zorganizowana według ówczesnego modelu „studiów generalnych” uczelnia obejmowała początkowo cztery wydziały: medycynę, prawo cywilne, prawo kanoniczne oraz tzw. sztuki użytkowe (retoryka, gramatyka itp.). W toku rozwoju pojawił się piąty wydział: teologia. Dziś uniwersytet obejmuje ich osiem.

Bogate tradycje uczelni są wciąż kontynuowane. Czarne studenckie togi w kolorach wydziału zdobiące ramiona żaków, to nawiązanie do historii. Pierwszymi wykładowcami byli bowiem duchowni, ubrani w właściwe im habity. Kolorytu dodają naszywki umieszczane od wewnątrz. Oprócz wydziałowych są te podarowane przez rodzinę, przyjaciół i kolegów. Tu studencka fantazja nie zna granic. Pelerynę z żółtymi naszywkami medycyny widzieliśmy w muzeum wotów w Fatimie.

Trasą panoramiczną wjeżdżamy do miasta, w którym Dionizy I za zgodą papieża zakłada uniwersytet. Portugalia ma najstarsze granice w Europie oraz rzekę Mondego, która w całości przepływa w ich obrębie.

Mijamy dawny konwent św. Franciszka. Dziś pełni on rolę centrum konferencyjnego. Dla dzieci przygotowano małe centrum otoczone murami, które skupia jak w pigułce makiety najważniejszych zabytków Portugalii. Żartujemy sobie, że mogliśmy od razu przyjechać tutaj i mielibyśmy wszystko „zaliczone”. Dobrze jednak wiemy, że to nie to samo co spotkanie z zabytkami i ważnymi miejscami „oko w oko”.

Nasz kierowca Helder „ponadprogramowo” zabiera nas na punkt widokowy. Widać nas polubił. Warto było wspinać się tutaj autokarem. Widok na Coimbrę jest piękny.  

Z góry zjeżdżamy do centrum miasta, gdzie żyje i studiuje ok. 33 tysiące młodych ludzi. Mieszkają w domach, które nazywają „Republikami”, dodając do tego fantazyjne, często tworzące grę słów nazwy. Taki dom łatwo poznać. Na frontonie wiszą stare komputery, rower, plątanina przewodów, stary frak. Ot studenckie pomysły. „Republika” rządzi się swoimi prawami.

Sam uniwersytet ulokowany na wzgórzu roztacza atmosferę wiekowego zgłębiania wiedzy. Monumentalne stare budynki, do których prowadzi dziedziniec z 33 metrową wieżą z dzwonem ogłaszającym czas nauki i przerw od niej, aule, sale wykładowe, a szczególnie sale nauk ścisłych, które trafiły tu po reformie edukacji autorstwa markiza Mârques de Pombal  w 1772 r. robią wrażenie. Tysiące eksponatów, dobrze zachowanych od XVIII w., wśród których są m.in. przyrządy astronomiczne oraz egzotyczne wypchane zwierzęta, przywiezione tu z naukowych wypraw. To wszystko by poznawać świat i jego prawidła.   

W mieście są dwie katedry: stara i nowa. Zwiedzamy tę pierwszą. Urządzona jest w stylu romańskim (XII w). XVI wieczny ołtarz przypomina ten dłuta Wit Stwosza z krakowskiej bazyliki mariackiej. Podobnie jak katedra w Lizbonie, również ta znajduje się na szlaku do Santiago de Compostela. Tu można podziwiać najstarsze w Portugalii płytki Azulejo. Na obrazie w prawej nawie widnieje portret św. królowej Isabel. Chociaż beatyfikowana została w 1516 roku, wciąż cieszy się kultem i miłością swych rodaków, którzy chętnie przynoszą jej róże.

Najstarsza brama miejska Arco de Almedina prowadzi nas do kościoła Świętego Krzyża, w którym spoczywają dwaj pierwsi władcy. Kościół po zatrzymanej w tym miejscu Rekonkwiście, miał kierować myśli ku krzyżowi Zbawiciela. Wszechobecne niebieskobiałe płytki Azulejo przypominają jego historię na ścianach katedry po jednej i życie św. Augustyna po drugiej stronie. Dlaczego akurat św. Augustyn? Gospodarzami byli tu augustianie.

Zmierzamy do Karmelu św. Teresy. Ponieważ wracamy tymi samymi ulicami, pani Gosia urządza nam egzamin z zabytków, o których wcześniej opowiadała. Nie może być inaczej, wszak jesteśmy w mieście studenckim. Oby tylko nie „złapać lisa”, jak nazywają oblanie egzaminu portugalscy studenci. 

O tym czym jest Karmel i skąd wywodzi się jego nazwa, sięgając do biblijnych korzeni, opowiadała nam rano pani Agnieszka. W klasztorze, który jest dziś także miejscem naszej Eucharystii, od 1948 roku, aż do śmierci w 2005 mieszkała Siostra Łucja, wizjonerka z Fatimy. Zmarła w fatimski dzień – 13 lutego. W niewielkim muzeum pomieszczono pamiątki po zakonnicy, której proces beatyfikacyjny zakończył swą fazę diecezjalną. Szczególne wrażenie robią tysiące listów, które dostawała karmelitanka, na wszystkie zresztą odpowiadając.

Mszy św. przewodniczy ks. Józef Kowal, który wprowadza nas w ducha dziękczynienia. To już ostatnia Msza św. na naszym szlaku, a więc motyw jak najbardziej zasadny. W kazaniu ks. Robert Ryndak utrzymując tego samego ducha, w pewien sposób podsumowuje to co stało się w tych dniach naszym udziałem.

Mijając akwedukt św. Sebastiana wyjeżdżamy  z miasta. Jeszcze tylko pomachamy na pożegnanie św. Janowi Pawłowi II, którego pomnik na pamiątkę wizyty w 1982 roku postawiono na jednym ze skwerów. 

Modląc się Nieszporami i różańcem docieramy do Figueira da Foz. Nasz hotel jest nad samym oceanem. Niektórzy już przed kolacją idą się z nim przywitać. Inni zrobią to po smacznym regionalnym posiłku. W czasie kolacji podziękowania. Szczególnie ciepło czynimy to w stosunku do Pani Gosi i Pani Agnieszki. To głównie dzięki ich pracy nasze pielgrzymowanie miało taki klimat, koloryt i smak. Ostatnia noc będzie krótka. Ocean ukołysze nas do snu. 

 

9 czerwca – DZIEŃ SIÓDMY

W siódmym dniu, po dziele stworzenia Pan Bóg odpoczął. Dla nas siódmy dzień jest dniem powrotu do kraju. Jest jeszcze ciemno, gdy o 5.30 ruszamy na lotnisko w Lizbonie. Śpiewamy „Kiedy ranne wstają zorze”, odmawiamy Jutrznię i w większości zapadamy w drzemkę. Nadrabiamy deficyty snu. Do Lizbony ok. 2 godziny drogi.

Odprawa portugalskich linii TAP przebiega sprawnie, ale od ziemi odrywamy się z półgodzinnym opóźnieniem. Po spokojnym locie lądujemy punktualnie o 14.35. Odbieramy bagaże, żegnamy się dziękując sobie za dobry wspólny czas i każdy odpływa w swoją stronę, w codzienne życie.

Zostawiamy za sobą Lizbonę, Fatimę, Batalha, Alcobaca, Porto i Coimbrę. Wszędzie tam zostawiamy nasz czas, naszą obecność. Wiele jednak więcej zabieramy ze sobą. Każdy pewnie nieco inaczej, lecz każdy bogato. Mocno ufamy, że spełniły się słowa z powitania na lotnisku w dniu wylotu, wypowiedziane przez panią Agnieszkę. Pielgrzym tym się różni od turysty, że wraca z drogi ten sam, ale nie taki sam. Pani Fatimska – dziękujemy!

Rafał Kamiński CSMA