Komunikat o błędzie

Notice: Undefined variable: output w business_breadcrumb() (linia 26 z /home/michalici/ftp/newDrupal/sites/all/themes/business/template.php).

U Salezjanów

Wydawać by się mogło, że Bronisław Markiewicz jest na najlepszej drodze do tzw. awansu w hierarchii Kościoła. Jest gorliwym duszpasterzem, inteligentnym wykładowcą, kapłanem cenionym przez przełożonych, lubianym przez młodzież i starszych.

Ale wewnętrzny głos wskazuje mu inną drogę, kierując go ku powołaniu zakonnemu. Ks. Markiewicz rezygnuje ze stanowisk w seminarium i konsystorzu i prosi biskupa o zezwolenie na wyjazd do Włoch z zamiarem wstąpienia do zakonu teatynów słynącego z ostrej reguły, ścisłego ubóstwa oraz pracy dla biednych i chorych. Biskup Sołecki, zdziwiony i zaskoczony, błogosławi ten zamiar i zezwala na wyjazd.

Ks. Markiewicz tak o tym pisze w Zeznaniu do procesu beatyfikacyjnego ks. Jana Bosco: "W roku 1875 odprawiając rekolekcje otrzymałem łaskę powołania do zakonu, lecz przez dziesięć lat z powodu długów zaciągniętych na różne użyteczne imprezy, nie mogłem jej urzeczywistnić.

Niemniej modliłem się i szukałem zgromadzenia odpowiedniego dla mnie, kierując się zasadami rozumu oświeconego wiarą. Pewnego razu odprawiłem rekolekcje specjalne po to, czy jestem powołany do jezuitów, lecz dwie próby (zwykła i nadzwyczajna) wyraźnie mi wskazywały, że nie jestem tam powołany (ojciec prowincjał jezuitów Jackowski powiedział mi, że jest gotów natychmiast mnie przyjąć).

Uwolniwszy się od długów, zrzekłem się swego beneficjum i z wielkim żalem ludu oraz biskupa Łukasza Sołeckiego podjąłem podróż do Włoch, nie znajdując w ojczyźnie zgromadzenia, które by się zajmowało wychowaniem duchowieństwa i które by prowadziło życie podobne lub zbliżone do życia duchowieństwa świeckiego.

Przypuszczałem, że tym zgromadzeniem są teatyni i dlatego na początku podróży napisałem dwa listy do generała teatynów. Jednakże z listu o. generała oraz z ust prowincjała jezuitów dowiedziałem się, że w tym zgromadzeniu podupadła obserwa zakonna i dlatego zamieszkałem w Rzymie w hotelu, szukając innego zgromadzenia.

Odprawiłem Mszę św. u Karmelitów Bosych i byłem tam dobrze przyjęty. Następnego dnia odprawiłem Mszę św. w kościele Ojców Minimów, lecz nie odczułem pociągu. Odprawiam trzeciego dnia Mszę św. w kościele Najświętszego Serca Jezusowego u Salezjanów i odczuwam wielki pociąg do nich. Po skończonej Mszy św. spytałem przełożonego, czy mógłby mnie przyjąć do zgromadzenia.Udaję się do Turynu i proszę ks. Bosco o przyjęcie. Ten po otrzymaniu listów od mojego biskupa od razu mnie przyjął. I wtedy właśnie w ks. Bosco poznałem owego kapłana, który modlił się przed Matką Boską za mnie, a w kościele Maryi Wspomożenia Wiernych rozpoznałem kościół pod górami. Sam słyszałem, jak każdego dnia na jego polecenie modlą się w domach salezjańskich o powołanie do Zgromadzenia.

Jako człowiek obcy doświadczyłem wielu trudności i przeciwieństw, a zwłaszcza po śmierci ks. Bosco. Dlatego zachorowałem ciężko, w następstwie czego plułem krwią, począwszy od lutego 1890 do 18 czerwca 1890 roku. Sam słyszałem mówiących, że nie ma nadziei na wyzdrowienie, jednakże od czasu do czasu wyjaśniałem, że najprawdopodobniej jeszcze wyzdrowieję, ponieważ przeznaczono mi wprowadzić do ojczyzny nowe zgromadzenie. Po czterech miesiącach, dnia 21 czerwca 1890 roku zacząłem na nowo odmawiać brewiarz (przerwany poprzednio), ustały krwotoki i z każdym dniem czułem się lepiej. Wierzę też, że ks. Bosco jeszcze obecnie modli się za mnie, aby mi wyjednać bardziej specjalną opiekę Najświętszej Maryi Panny. Jestem pewien, że mi znajdzie miejsce bardziej odpowiednie do moich planów.

Od początku nowicjatu i przez cały czas mojej pracy u Salezjanów każdego dnia dziękuję Panu za łaskę powołania mnie do tego Zgromadzenia i nie miałem żadnych wątpliwości, że nie pobłądziłem w wyborze zakonu."

Tyle sam Markiewicz o nowym wstąpieniu do zakonu. Warto jednak rzucić więcej światła na tę nową drogę.

Otóż uszczęśliwiony kandydat na zakonnika w ciągu pięciu dni od otrzymania zezwolenia ordynariusza dociera do Turynu 15 listopada 1885 roku, a 30 listopada spotyka się ze słynnym Janem Bosco, który zapoznaje go ze swym programem wychowawczym. Program przewiduje rozwiązanie problemu opuszczonej młodzieży przy pomocy odpowiednich metod wychowawczych i pracy nad ubogim ludem. Przybysz z odległej Galicji, który odnalazł w nim własne tęsknoty i pragnienia, rezygnuje z pierwotnego planu wstąpienia do teatynów i prosi o przyjęcie do Zgromadzenia Salezjańskiego.

W Wigilię Bożego Narodzenia tegoż roku z hoteliku Ristor Goria przy via Garibaldi w Turynie pisze list do swego ordynariusza: "Przepraszam Jaśnie Pasterza, iż śmiałem telegrafować. Mieszkam w hotelu, a fundusze były na schyłku... Upraszam o danie odpowiedzi Najprzewielebniejszemu X. Janowi Don Bosco, czy mają mnie przyjąć, czy nie... Naturalnie, gdy otrzymam przyjęcie, nie będę wybierać stanowiska. Jednak wypada z porządku rzeczy, iż byłbym kamieniem węgielnym do założenia tegoż Towarzystwa w naszym kraju..."

Na odpowiedź nie czeka długo. Życzliwy dlań ordynariusz wysyła odwrotnie polecający list do ks. Bosco, a Markiewiczowi ponownie błogosławi w chwalebnym postanowieniu.

Sprawy biegną, jak gdyby były już dawno ułożone. W pierwszy dzień nowego, 1886 roku ks. Markiewicz zostaje przyjęty do Zgromadzenia Salezjańskiego i rozpoczyna nowicjat w San Benigno Canavese. Nowicjat trwa ponad rok. Ale już wcześniej przełożeni, którzy poznali się na jego talentach pedagogicznych, zlecają mu prowadzenie wykładów z teologii moralnej i powierzają obowiązki asystenta kleryków.

Pracy jest wiele, a gorliwość Polaka jeszcze większa. Nadchodzi upragniony przezeń dzień 25 marca 1887 roku. W uroczystość Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny składa śluby zakonne na ręce samego ks. Jana Bosco.

Markiewicz przeżywa do głębi regułę ułożoną przez fundatora salezjanów, zwłaszcza jego wizje prorocze z 1876 i 1881 roku, w których jest mowa o potrzebie powściągliwości i pracy jako szczególnym znamieniu Zgromadzenia. Dewiza ta będzie znamieniem jego działalności aż do ostatnich chwil życia.

Na terenie Włoch ks. Markiewicz pracuje w różnych placówkach salezjańskich: w kolegium w San Benigno, w kolegium Valsalice, w hospicjum św. Jana Ewangelisty w Turynie i w domu w Mathi. Prócz obowiązków asystenta kleryków i wykładowcy jest spowiednikiem i kapelanem zakonnic Córek Najświętszej Maryi Wspomożycielki.

Kiedy do Zgromadzenia Salezjańskiego zaczynają napływać Polacy, "matkuje" im przez cały okres pobytu we Włoszech.

Podejmuje także uczestników pielgrzymki, przybyłej do Rzymu w kwietniu 1888 roku pod przewodnictwem ks. biskupa Sołeckiego. W owym czasie w kraju powszechny niepokój wzbudzały rokowania Stolicy św. z rządem rosyjskim. W niektórych dziennikach i pismach krajowych pojawiły się krytyczne artykuły o Ojcu św. i Stolicy Apostolskiej, wyrażające obawy, że papież pójdzie na daleko idące ustępstwa wobec Rosji kosztem interesów narodu polskiego, że za cenę przywrócenia swej władzy doczesnej zezwoli na zastąpienie na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim języka polskiego w kazaniach i liturgii dodatkowej językiem rosyjskim. Grożono też Ojcu św. i Stolicy Apostolskiej odszczepieństwem i wyszydzano pielgrzymkę do Rzymu.

Na audiencji dla biskupów galicyjskich w dniu 17 kwietnia Ojciec św. przedstawił przebieg rokowań z rządem rosyjskim i oświadczył z ubolewaniem: "Niestety, takie jest moje położenie, że gdy ja dla nieprzyjaznych okoliczności, dla zerwanych stosunków między Stolicą Apostolską a rządem rosyjskim nic dla katolików w tym wielkim państwie uczynić nie mogę, rodacy wasi żalą się, że ich z opieki wypuszczam, że o nich wcale nie dbam; kiedy zaś korzystam z nadarzonej okoliczności i nawiązuję rokowania celem ulżenia ich doli, obawiają się i skarżą, że ich na pastwę wydaję, że ich poświęcam dla innych celów."

Biskup Sołecki prosił Ojca św. o wybaczenie i zaręczył, że nieprzyjazne artykuły niektórych dzienników krajowych nie są głosem i wyrazem uczuć całego narodu, że są to głosy jednostek, na szczęście bardzo nielicznych, względem wiary obojętnych, albo jej nawet nieprzyjaznych, jakich w żadnym narodzie nie braknie.

Dnia 21 kwietnia Ojciec św. przyjął na osobnej audiencji pielgrzymkę polską, co w znacznym stopniu przyczyniło się do rozładowania napiętej atmosfery.

Również i w okresie pobytu w Italii ks. Markiewicz styka się z biedą i postanawia w walce z nią w Polsce wykorzystać metody ks. Bosco. Podobnie myślą i inni polscy salezjanie, a wśród nich August Czartoryski, znany z pracowitości i hojności. Razem z Czartoryskim snują ambitne plany. Ale schorowany August nie będzie już ich realizatorem. Także i na Markiewicza wyczerpująca praca i klimat włoski sprowadzają ciężką, prawie nieuleczalną wówczas chorobę: gruźlicę płuc. Ale Bronisław się jej opiera przy Bożej i ludzkiej pomocy. Nie można przecież tak szybko odejść, skoro Opatrzność zaplanowała mu jeszcze wiele do wypełnienia...

Musi jednak zmienić klimat. Potrzeba rekonwalescencji dyktuje konieczność powrotu do ojczyzny.

czytaj dalej: powrót do Polski »