Komunikat o błędzie

Notice: Undefined variable: output w business_breadcrumb() (linia 26 z /home/michalici/ftp/newDrupal/sites/all/themes/business/template.php).

Powrót do Polski

Za pośrednictwem swego przyjaciela ks. Stanisława Spisa i wstawiennictwem Anny Działyńskiej-Potockiej otrzymuje od kolatora, Jana Trzecieskiego, propozycję objęcia probostwa w wiosce Miejsce pod Krosnem, która później - za staraniem ks. Markiewicza - zostanie nazwana Miejscem Piastowym.

Przełożeni zakonni uzyskują zgodę Stolicy św. i udzielają mu pozwolenia na objęcie placówki duszpasterskiej w kraju.

W drogę powrotną wybiera się z dwoma "cennymi skarbami": obrazem Maryi Wspomożycielki i wizerunkiem ks. Jana Bosco.

Cztery dni podróży pociągiem zdały się dlań chwilą: aż za krótką, by przemyśleć dalszy plan działania w nowej sytuacji życiowej. Na stacji kolejowej w Iwoniczu czekał na niego powóz Trzecieskich, którym przyjechał do ich dworu w Miejscu.

Wizja powrotu Markiewicza do Polski, opisana niegdyś przez Michalinę Janoszankę, jakoby miał on przyjść do Miejsca pieszo w towarzystwie jakiegoś obdartego chłopca i spędzić pierwsze dni na plebanii śpiąc na podłodze, w świetle zeznań jednego z najwnikliwszych badaczy jego życiorysu ks. Władysława Moroza wygląda na fantazję pisarki. Jako młody kapłan spotkał ks. Moroz przed laty wiarygodnego świadka, Marcjannę Lorenc z domu Albrecht, która będąc młodą dziewczyną pracowała we dworze Trzecieskich. Wczesną wiosną tego roku grabiła wraz z innymi w parku liście. Pani Trzecieska poleciła jej wówczas napalić w piecu w pokoju gościnnym, bo ma przyjechać pewien ksiądz z Włoch. O przyjeździe tym zresztą wiedzieli od rana wszyscy, bo parobcy rozgadali, że woźnica ma po niego pojechać powozem na stację do Iwonicza. I rzeczywiście przed południem zajechał powóz, z którego wysiadł kapłan słusznego wzrostu i postawy. Ale widziały go niestety z daleka, a podchodzić nie wypadało.

We dworze gość zatrzymał się około dwóch tygodni. Mówiono, że się kuruje.

Zanim więc ks. Markiewicz przyszedł do Miejsca, nowy kościół w stanie surowym był gotowy, a przyszły realizator jego wnętrza rzeźbiarz Franciszek Lorenc i jego żona Marcjanna z domu Albrecht zostali pierwszą parą małżeńską, którą pobłogosławił nowy proboszcz.

Drugiego lipca 1892 roku sufragan przemyski biskup Jakub Glazer konsekruje nowy kościół pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i bł. Jana Strepy. W ołtarzu głównym umieszcza relikwie świętych męczenników Innocentego i Justyna. Wieś i parafia przeżywa to wydarzenie w podniosłym nastroju.

Kiedy w następnym miesiącu, 24 sierpnia, groźny pożar trawi 57 gospodarstw, nowy proboszcz daje się poznać jako nieprzeciętny organizator, zapewniając poszkodowanym skuteczną pomoc okolicznego duchowieństwa i ziemian.

Jednocześnie rozpoczyna i rozwija wielką pracę apostolską: prowadzi systematyczną katechizację dzieci i młodzieży, organizuje coroczne rekolekcje i wprowadza - mało wówczas znaną - praktykę częstej spowiedzi i Komunii św.

Zajmuje się również działalnością gospodarczą: uczy racjonalnej uprawy roli, rozwija rzemiosło. Dzięki temu podniósł się poziom materialny ludności i zahamowana została emigracja zarobkowa.

Nadal prowadzi energicznie akcję trzeźwości, a miarą jego sukcesu w tej dziedzinie jest fakt, że wkrótce karczmarze musieli wynieść się z Miejsca na skutek deficytu. Podobno wywożąc dobytek poowijali szmatami koła wozów, aby mieszkańcy nie słyszeli, gdy nocą opuszczali Miejsce.

Przy takiej aktywności, aż dziw bierze, skąd ma jeszcze czas i energię, by skupiać wokół siebie kandydatów do Zgromadzenia Salezjańskiego. Za pozwoleniem swoich przełożonych przyjmuje coraz więcej młodzieńców, zamierzających wstąpić bądź jako bracia, bądź jako kapłani zakonni do rodziny salezjańskiej i poświęcić się wychowywaniu sierot oraz młodzieży opuszczonej. Dla nich zostaje utworzony pod jego dyrekcją pierwszy w Polsce Zakład ks. Jana Bosco z siedzibą w Miejscu; zakład ten figuruje w rejestrze domów Zgromadzenia Salezjańskiego.

Już w 1892 roku przybywają z różnych stron osieroceni chłopcy. Proboszcz z Miejsca Piastowego przyjmuje ich, roztacza nad nimi opiekę i wychowuje. Mieszkają początkowo w skromnej plebanii. Uczą się tu różnych rzemiosł, pracują przy gospodarswie rolnym, zaprawiają się do prostego i surowego życia. Obowiązuje regulamin salezjańskich zakładów wychowawczych.

Wśród sierocej i opuszczonej młodzieży, garnącej się do ks. Markiewicza coraz częściej pojawiają się kandydatki do zgromadzenia żeńskiego. Proboszcz przydziela im oddzielne pomieszczenie, gdzie spełniają różnorakie posługi. Żyją ubogo, pracują ofiarnie, nie myśląc o sobie. Pomagają zakładowi męskiemu, zwłaszcza w praniu bielizny. Później uzyskają własne budynki i zajmować się będą wychowaniem biednych, osieroconych dziewcząt.

Symbolem, wokół którego skupia się wychowanie religijne w zakładzie ks. Markiewicza, staje się wykonana na zamówienie w Krakowie statua Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski.

Wykonany przez krakowskich mistrzów z całym pietyzmem posąg, sprowadzony w 1896 roku do Miejsca, umieszczony zostaje najpierw na plebanii, a potem w zakładzie. Tutaj codziennie modli się przed nim sam przełożony, a za jego przykładem idzie młodzież. Znaczenie symbolu jest podwójne: i religijne, i patriotyczne. Obraz Królowej Polski przypomina, że ojczyzna mimo rozbiorów jeszcze nie zginęła.

Zakupione w Paryżu z ofiar Polonii amerykańskiej stacje Drogi Krzyżowej pędzla głośnego artysty Maillairda, wykonane na blasze, ozdabiają kościół. Ze składek wiernych proboszcz instaluje organy i ogradza żelaznym parkanem cmentarz kościelny. Co roku przybywa coś nowego. Wkrótce trzy barwne witraże ozdabiają prezbiterium, a dwanaśnie okien z kolorowego szkła katedralnego - nawę główną. Wnętrzne zostaje pokryte piękną polichromią w stylu krakowskiej szkoły matejkowskiej.

W styczniu 1895 roku dzięki staraniom ks. Markiewicza starostwo w Krośnie ustala nazwę wsi na Miejsce Piastowe.

Wieść o niezwykłym proboszczu zatacza coraz szersze kręgi. Budzi podziw i sympatię, choć czasem również pewną niechęć.

W czerwcu 1897 roku przyjeżdża z Włoch wizytator Zgromadzenia Salezjańskiego ks. Mojżesz Veronesi. Z uznaniem odnosi się do osiągnięć ks. Markiewicza, ale uderzony panującą tu biedą i trudnymi warunkami życia, ogranicza działalność zakładu i nie aprobuje na przyszłość form wychowania i zbyt jego zdaniem niskiej stopy życiowej.

Wizytatorowi, przyzwyczajonemu do całkiem odmiennych warunków panujących we Włoszech, trudno było zrozumieć, że ks. Markiewicz - za zgodą podopiecznych - wprowadził warunki życia zbliżone do tych, w jakich żyli mieszkańcy parafii, oraz że wszyscy członkowie rodziny zakładowej mieli to samo wyżywienie i odzienie.

Zarządzenia księdza wizytatora, który żądał, m.in. by klerycy i bracia otrzymywali co najmniej raz dziennie mięso i szklankę piwa na obiad i kolację, podczas gdy reszta młodzieży miała jadać to co dotychczas, sprawiły, że ks. Markiewicz uznał je za przeciwne duchowi powściągliwości ze względu na szczególną sytuację społeczno-ekonomiczną jaka panowała w Polsce.

Posłuszny jednak swej zwierzchności kapłan zastosował się do otrzymanych poleceń. Kiedy później, po powrocie ks. Veronesi do Turynu, przełożeni coraz bardziej zaczęli utrudniać jego działalność wychowawczą ograniczając liczbę wychowanków, po długich rozważaniach, modlitwach i zasięgnięciu rady ludzi światłych, decyduje się założyć nową rodzinę zakonną: zgromadzenie oddane wychowaniu najbiedniejszych w duchu powściągliwości i pracy.

czytaj dalej: Powściągliwość i Praca »