Komunikat o błędzie

Notice: Undefined variable: output w business_breadcrumb() (linia 26 z /home/michalici/ftp/newDrupal/sites/all/themes/business/template.php).

Nowy patron i nowe starania

Ks. Markiewicza nie opuszcza jednak przekonanie o potrzebie utworzenia odrębnej kongregacji zakonnej. Zmienia więc głównego patrona Towarzystwa i oddaje je pod szczególną opiekę św. Michała Archanioła. Za pośrednictwem księcia Michała Radziwiłła otrzymuje z Rzymu w marcu tegoż roku obraz św. Michała Archanioła poświęcony przez papieża Leona XIII. Zachęcony tym darem ponawia u Stolicy Apostolskiej starania o zatwierdzenie nowego zgromadzenia. Ale napotyka na coraz większe kłopoty i trudności.

Po śmierci biskupa Sołeckiego na stolicy biskupiej w Przemyślu zasiada, jego koadiutor od 1899 roku, biskup Józef Sebastian Pelczar. Rówieśnik Markiewicza, podobnie jak on ukończył gimnazjum przemyskie. Po święceniach kapłańskich studiował w Rzymie, po czym jako profesor prawa kanonicznego na Uniwersytecie Krakowskim dojeżdża z wykładami do Przemyśla w tym czasie, gdy ks. Markiewicz wykłada teologię pastoralną, a świeżo wyświęcony książę Puzyna, późniejszy metropolita krakowski, pełni funkcję prefekta kleryków, a następnie zostaje rektorem seminarium. Już wtedy wystąpiły między nimi pewne różnice na temat metod duszpasterskich, które obecnie stają się wyraźniejsze.

Dokonane przed laty odłączenie się Markiewicza od Salezjanów ponownie stało się przedmiotem zainteresowania i dyskusji w kołach kościelnych. Ówczesny przełożony generalny salezjanów, ks. Michał Rua, wysuwa za pośrednictwem ordynariuszów krakowskiego i przemyskiego propozycję powrotu ks. Markiewicza do Zgromadzenia Salezjanów, którą gorąco popiera biskup Pelczar.

Markiewicz przeświadczony o słuszności swej decyzji, podjętej przed laty, propozycji nie przyjmuje, pozostając wierny głosowi sumienia. Odmowa wywołuje niezadowolenie niektórych biskupów i naraża ks. Bronisława na różne przykrości.

Mimo to z pokorą zwraca się 17 sierpnia 1902 roku do swego ordynariusza z prośbą o zatwierdzenie zgromadzeń męskiego i żeńskiego. Uzasadniają skutecznością obranego kierunku, moralnym uznaniem społeczeństwa i widocznym błogosławieństwem Bożym. Rozpoczynają się narady i wizytacje. Zgromadzenie męskie po wprowadzeniu pewnych zmian uzyskuje 5 listopada tegoż roku zatwierdzenie próbne, opatrzone warunkami, które czynią Markiewicza w pełni odpowiedzialnym za całą instytucję, a jednocześnie ograniczają jego kompetencje. W tej sytuacji - mimo najlepszej woli i rozumienia - nawet tak zdyscyplinowany kapłan bliski jest rezygnacji z powierzonego mu stanowiska.

Na reakcję władzy kościelnej nie trzeba było długo czekać. Już 6 grudnia ordynariusz cofa aprobatę dla zgromadzenia męskiego, zarządza ograniczenia w działalności Towarzystwa "Powściągliwość i Praca" i zakładu wychowawczego w Miejscu Piastowym.

Markiewicz, choć przekonany o niesłuszności zarzutów co do uchybienia przepisom prawa kościelnego i niesubordynacji, z pokorą poddaje się zarządzeniom. Jest przeświadczony, że rozpoczęte przezeń dzieło jest Bożym dziełem. Ani przez chwilę nie wątpi, że wcześniej czy później otrzyma zatwierdzenie kościelne. Cios ze strony, z której mógłby się go najmniej spodziewać, jeszczebardziej utwierdza go w przekonaniu, iż jest to jeszcze jeden krzyż, niezbędny do wypełnienia się planu Bożego, którego on jest tylko pokornym wykonawcą.

Wkrótce spada nań nowy cios: część młodzieńców, przygotowywanych do stanu zakonnego, postanawia opuścić Miejsce Piastowe.

Ks. Markiewicz stara się spokojną perswazją zahamować wąski na razie strumień odpływu kadry, nad którą tak wielce się mozolił. Z czasem dochodzi jednak do przekonania, że nie powinien przeszkadzać w odejściu tym młodym ludziom. Jeśli są już duchowo ukształtowani, niechaj idą w świat. Niechaj się dalej uczą, studiują, uzyskują święcenia kapłańskie gdzie indziej. Praca i powściągliwość wszędzie wydadzą właściwe owoce. Ze zdwojoną aktywnością i zwiększoną troską przygotowuje tych, którzy postanowili odejść. Wyposaża ich w piękne świadectwa, mogące otworzyć im drogę na przyszłość.

Dopiero później okazało się, jak słuszne było to pociągnięcie. Pierwsi "uciekinierzy" stali się filarami nowego zgromadzenia. Wrócili do swego mistrza wtedy, gdy ich najbardziej potrzebował. Wielu jego uczniów prowadziło również działalność duszpasterską wśród Polonii amerykańskiej.

W lipcu 1904 roku dotyka go następne doświadczenie. Pierwszy drewniany dom, zbudowany dla stu chłopców, zostaje doszczętnie spalony. Na szczęście żadnemu dziecku nic się nie stało.

To nowe doświadczenie przyjmuje sługa Boży słowami: "Bóg dał, Bóg wziął..."

Sterany życiem i wyczerpującą pracą kapłan od nowa podrywa się do dzieła. Koresponduje często ze swym bratem Władysławem w Krakowie, przyjacielem biskupa Pelczara Brat stara się załagodzić konflikty między biskupem a ks. Bronisławem.

Obaj mężowie, Sebastian Pelczar i Bronisław Markie-wicz, pragną dobra, ale widzą do niego różnoraką drogę. Obaj w wyrokach Bożych są dla siebie niezbędni. Pierwszemu potrzebny był ten drugi, aby wykazać się cnotą roztropności, polegającą na nienadużyciu władzy biskupiej dla całkowitego podporządkowania sobie kapłana.

Drugiemu zaś potrzebny był ten pierwszy, aby móc wypełnić czek, jaki wystawił in blanco u początków swej drogi kapłańskiej: "Prawdo Nieomylna, niech Cię poznam..., a wszystkie siły wytężę, by za tą Prawdą iść, ani na krok nie ustąpię z drogi poznanej..., aby na włos nie uchybić poznanej Prawdzie..."

Nadchodzą niespokojne czasy. Ks. Markiewicz przeczuwa zbliżające się przewroty społeczne, czemu daje wyraz w wielu artykułach swego miesięcznika. Nawołuje do pogłębienia wiedzy religijnej i wychowania w powściągliwości. Rozwija działalność duszpasterską. W 1904 roku urządza czterotygodniowe rekolekcje dla każdego stanu osobno. Przychodzą na nie tłumnie miejscowi parafianie, przybywają ludzie z sąsiednich parafii. Z jeszcze większą gorliwością uczy młodzież, zwłaszcza katechizmu. Jego działalność charytatywna i społeczna zatacza coraz szersze kręgi. Wieść o niej rozchodzi się po kraju. Powstają nowe placówki: okresowe i stałe, jak "Nazaret" w Warszawie, zakład w Pawlikowicach koło Wieliczki i w Skomo-rochach koło Stanisławowa. System wychowawczy i duch, w jakim prowadzone jest całe dzieło, jedna mu uznanie i liczne ofiary. Wśród popierających je materialnie znajduje się biskup Pelczer.

Wychowanków, których stale przybywa, pragnie uczyć rzemiosła i to na wysokim poziomie. Posyła więc kilku członków na dokształcenie zawodowe do różnych ośrodków krajowych i zagranicznych. W 1907 roku zaczyna wznosić w Miejscu Piastowym nowy budynek, w którym znajdują pomieszczenia warsztaty szkoleniowe. W ciągu dwóch lat budynek zostaje częściowo oddany do użytku. W roku 1910 udaje mu się urzeczywistnić od dawna żywione pragnienie: powstaje własna drukarnia. Grudniowy numer czasopisma "Powściągliwość i Praca" wykonuje już drukarnia przy zakładzie wychowawczym, obsługiwana przez współpracowników i wychowanków.

Dnia 4 grudnia 1911 roku ks. Markiewicz wznawia prośbę o kościelną aprobatę zgromadzenia.

Otacza również opieką swe córki duchowe. Sam je wewnętrznie kształtuje, podtrzymuje na duchu, zdolniejsze posyła do szkół, aby mogły potem z większym pożytkiem pełnić misję wśród osieroconych dziewcząt i biednego ludu. W celu zapewnienia im bytu materialnego i odpowiednich warunków pracy w roku 1911 rozpoczyna przygotowania do budowy ich domu macierzystego na nowo zakupionym gruncie w Miejscu Piastowym. Jest bowiem przekonany, iż oba zgromadzenia: męskie i żeńskie uzyskają zatwierdzenie kościelne.

czytaj dalej: początek i koniec »