Komunikat o błędzie

Notice: Undefined variable: output w business_breadcrumb() (linia 26 z /home/michalici/ftp/newDrupal/sites/all/themes/business/template.php).

Koniec i początek

Nie doczekał go jednak. Sterane wyczerpującą pracą życie dogasało. Kiedy rankiem 11 grudnia 1911 roku nie pojawił się ani w kaplicy zakładowej, ani w kościele parafialnym, najbliżsi współpracownicy udali się do jego mieszkania. Ks. Markiewicz, nieprzytomny, leżał na podłodze. Sprowadzony lekarz stwierdził udar mózgu. Przez wiele godzin chory nie wracał do przytomności. Udzielono mu Ostatniego Namaszczenia.

Po kilku dniach powrócił do sił, tak że wstał i począł spełniać funkcje kapłańskie. Odprawiał z trudem Mszę św., by wzmocnić siły duchowe i tą wygasającą aktywnością uspokoić zmartwionych synów i córki duchowe oraz młodzież obu zakładów.

W dzień nowego, 1912 roku, po raz ostatni odprawił Mszę św. i wygłosił kazanie w kaplicy zakładowej. Wzruszona młodzież odprowadzała go wyczerpanego na plebanię. Jeszcze w wigilię Trzech Króli resztkami sił doszedł do kościoła parafialnego, w którym sprawował ostatnią w życiu Bezkrwawą Ofiarę.

Do udaru mózgu dołączyła się teraz uremia i inne dolegliwości. Stan zdrowia gwałtownie się pogorszył.

W dniu 10 stycznia odbył ostatnią spowiedź u ks. Józefa Machały, po czym zwracając się do najbliższych oświadczył słabnącym głosem: "Zdaje się, że zrobiłem, com zrobić mógł, co Bóg żądał. Mogę już odejść." W serdecznych słowach zalecił zebranym pokorę, posłuszeństwo władzy duchownej i wierność idei. Udzielił także całej swej rodzinie duchowej ojcowskiego błogosławieństwa.

Ale choroba nadal trawiła organizm. Dnia 24 stycznia konsylium lekarskie stwierdziło konieczność operacji. Sam pacjent nie był przekonany o celowości zabiegu, ale spokojnie mu się poddał. Operacja przeprowadzona została na plebanii, w prymitywnych warunkach, bez znieczulenia. Cierpliwość i męstwo w trakcie zabiegu zdumiewały lekarzy i budowały wszystkich.

Dnia 29 stycznia z wielkim wzruszeniem przyjął Wiatyk św. i otrzymał ostatnią w życiu miłą wiadomość: Ojciec św. przesłał dla niego błogosławieństwo i udzielił mu odpustu zupełnego na godzinę śmierci. Chory powiedział jeszcze: "Bogu dzięki", ucałował podany krucyfiks, utkwił wzrok w cierpiącym Zbawicielu i oddał Bogu ducha. Stało się to w uroczystość św. Franciszka Salezego, którego tak czcił..

Bolesna wiadomość rozeszła się szybko po okolicy. Z wielu stron napływał lud, by pomodlić się u trumny zmarłego. Całowano jego spracowane ręce, pocierano o zwłoki różańce i medaliki, od chwili śmierci uważano go za świętego.

W dniu pogrzebu lud zebrał się tłumnie mimo szalejącej śnieżnej zamieci. Mszę św. przy udziale licznie zgromadzonego duchowieństwa i wiernych odprawił sufragan przemyski, biskup Karol Fischer. Żegnał wielkiego kapłana i Polaka z prawdziwym wzruszeniem, wyrażając jednocześnie przekonanie, że jego siejba wzejdzie i wyda obfity plon. Tak się też stało.

Książę Adam Stefan Sapieha, ordynariusz krakowski, bardzo przyjaźnie nastawiony do dzieła Markiewicza, zajął się sprawami Towarzystwa. Na terenie jego archidiecezji, w Pawlikowicach koło Wieliczki, znajdował się bowiem drugi dom Towarzystwa "Powściągliwość i Praca". Wystąpił z inicjatywą zatwierdzenia zgromadzenia męskiego. Biskup Pelczar nie sprzeciwił się.

Wobec czego Stolica Apostolska wydała dekret, na mocy którego w dniu 29 września 1921 roku ogłoszono publicznie powstanie nowego Zgromadzenia zakonnego pod nazwą: Zgromadzenie św. Michała Archanioła. W siedem lat później, 21 sierpnia 1928 roku, zatwierdzenie kościelne otrzymało na tych samych zasadach zgromadzenie żeńskie Sióstr św. Michała Archanioła.

Tak więc trud całego życia ks. Bronisława Markiewicza uwieńczony został aprobatą Kościoła i otwarciem nowych horyzontów rozwojowych przed dziełem fundatora.

22.04.2004 roku: zatwierdzenie przez Komisję Lekarską nadzwyczajnego - z medycznego punktu widzenia - uzdrowienia (co do sposobu), przez przyczynę Sługi Bożego ks. Bronisława Markiewicza!

19.09.2005 roku: Beatyfikowany w Warszawie