Komunikat o błędzie

Notice: Undefined variable: output w business_breadcrumb() (linia 26 z /home/michalici/ftp/newDrupal/sites/all/themes/business/template.php).

Dobre ziarno

Siewca wyszedł siać... (Mt 13,4)

Nasze wnętrze, najgłębsza jaźń, wydaje się czymś pozornie jasnym, jednak w istocie jest to bardzo złożona rzeczywistość. Można ją określać na różne sposoby - chodzi o to, by wybrać taki, który zagwarantuje trwałe i pozytywne poczucie własnej wartości oraz ufność w siebie.

Posiadanie dobrej tożsamości to podstawowy warunek, by dobrze czuć się we własnej skórze i żyć w pokoju z sobą i innymi. Pozwala na ufne i optymistyczne patrzenie w przyszłość, odpowiedzialną i twórczą samorealizację, wyrozumiałość i realizm względem własnych ograniczeń. Uzdalnia także do podejmowania wyzwań i dążenia ku pociągającym perspektywom. Można powiedzieć, że pozytywna tożsamość jest dobrym nasieniem życia zasiewanym na polu naszego "ja"; nasieniem, ponieważ tożsamość jest czymś dynamicznym i przeznaczonym do wzrostu - jest możliwością, która musi się rozwinąć. Trzeba dodać, że właściwą porą zasiewu i zbierania pierwszych owoców jest okres młodości.

Pozytywna tożsamość Jednakże z tego, co widać wokół, wydaje się, że wielu młodych nie potrafiło poprawnie określić własnego "ja", chociaż nie zawsze rzuca się w oczy wyraźny związek między negatywnym odczuwaniem siebie, a postawami i zachowaniami typowymi dla dzisiejszego świata ludzi młodych. Kiedy ktoś nie obiera właściwego kierunku poszukiwań źródła własnej tożsamości, kończy tym, że ledwie wierzy w siebie samego i nie czuje się wystarczająco interesujący, czyli godny szacunku i miłości. Ma wrażenie, że niewiele potrafi i jest nieprzystosowany do życia, a przez to staje się nerwowy i przewrażliwiony, często podejrzewając, że inni wypominają mu w jakiś sposób tę nieudolność. Wiecznie czuje się przegrany, straszliwie mu doskwiera odkrycie, że inni mają zawsze coś więcej od niego. Przede wszystkim złości się... na samego siebie, że nic nie znaczy, że jest niedołęgą. Panicznie boi się niepowodzeń w relacjach z innymi ludźmi, w nauce, pracy�, dlatego albo się wycofuje albo próbuje ulżyć losowi własnego "ja". Podejmuje wówczas szalone wysiłki, aby zaskarbić sobie uznanie i poważanie innych - niczym pilny uczeń będzie bardzo starannie poszukiwał takich sygnałów do tego stopnia, że się od nich uzależni. Odczuje zadowolenie tylko wtedy, kiedy ktoś go pochwali, wypromuje, nagrodzi, oklaszcze. Wszystko po to, by w końcu wpaść w ukrytą depresję, kiedy tego zabraknie. Musi to nadejść, gdyż fałszywym pokarmem chciał nakarmić tę niezaspakajalną potrzebę.

Zacznie się wówczas zachowywać w dziwny sposób, np. stając się agresywnym wobec innych albo przynajmniej narzucając się ich uwadze. To nienasycone pragnienie nakaże mu zawsze stawać w centrum uwagi; uczyni go pustym podrywaczem dziewcząt albo chwalipiętą, który niczego się nie boi i zawsze żartuje z życiem i śmiercią; wcieli go w rolę aktora, który wszystko zamienia w spektakl, tak by móc zawsze stać na scenie i zdobywać aplauz. Jednym słowem będzie próbował desperacko zaprzeczyć temu przeklętemu negatywnemu poczuciu, które jak zaostrzony szpikulec kłuje go wewnątrz.

Będzie miał nawet wrażenie, że mu się to udało, lecz w rzeczywistości na tym poczuciu nie pojawi się nawet najmniejsza rysa zmiany. Co więcej, ostatecznie tak bardzo skomplikuje sobie życie, że wszystkich wyśle do diabła (poczynając od siebie) i podda się przekonaniu, że nic nie znaczy, więc nie ma też nic szczególnego do realizacji w życiu; że dla nikogo nie jest ważny, zatem przez nikogo nie został wezwany.

Często tak właśnie bywa i bieg życia wielu młodych ludzi potwierdza tę bolesną prawdę: życie, które stało się spłaszczone, zrównane do dołu, pogrążone w stagnacji jak woda w kałuży. Życie upodobnione do innych, stadne i zglobalizowane, pozbawione oryginalności. Życie przeniknięte jakimś czarnym humorem, zanurzone w subtelnej i przedwczesnej depresji - tak bardzo nie licującej z okresem młodości. Często tak właśnie bywa, chociaż nieraz zewnętrzne postawy i szpanerskie zachowania chciałyby ostentacyjnie pokazać, że jest inaczej.

Być może naszkicowany obraz jest przesadnie negatywny. Zrobiłem to rozmyślnie, aby lepiej pokazać, że - jak się wydaje - dobre ziarno trwałej i substancjalnie pozytywnej koncepcji naszego "ja" zostało wrzucone w niegościnną ziemię i nie wydało owoców.

Dlaczego?

 

Ty jesteś polem zasiewu

 

Powróćmy na chwilę do opowiadania Jezusa i pozwól, mój drogi, że zwrócę się do ciebie wprost - tak, ponieważ ostatecznie tym polem jesteś ty sam, jest nim twoje życie, na którym Ktoś bardzo zainteresowany tobą i twoim szczęściem zasiał dobre ziarno; dobre, ponieważ mówi o szczerym i życzliwym zatroskaniu tej osoby; dobre, ponieważ zawiera najpiękniejszy dar, jaki można sobie wyobrazić - dar trwale pozytywnej tożsamości, tak pozytywnej, że pierwszym, który w nią wierzy jest On sam - Siewca.

Bóg, który jest twoim Ojcem i Stwórcą, w rzeczywistości nie zamierza uczynić ci jedynie miłego gestu, ani też absolutnie nie myśli cię wyręczać, gdy ty nie dajesz rady. On naprawdę chce uczynić cię odpowiedzialnym i pobudzić twoją inicjatywę. Ufa tobie, wierzy w twoje zdolności tak bardzo, że uważa cię za niezastąpionego do wykonania określonego zadania - tak jak ziemia i tylko ziemia może sprawić, że ziarno wyda owoc.

Z drugiej strony daje ci całkowitą wolność. Można rzec, iż podejmuje ryzyko twojej wolności, powierzając się jej całkowicie - do ciebie bowiem należy wybór, czy zgodzisz się współpracować z Nim, aby ziarno mogło dojrzeć czy też odrzucając tę propozycję pozwolisz, aby wszystko umarło.

I jeszcze coś. Bóg złożył w twoim życiu małe ziarno, takie maleńkie jak wszystkie ziarna, by ci powiedzieć, że On ci się nie narzuca ani też nie narzuca tobie na siłę jakiejś odpowiedzi. Możesz nawet nie zauważyć tego ziarna...

Taki jest Bóg, który objawia się we wspomnianej przypowieści. Z jednej strony nie ma On nic wspólnego z siwobrodym św. Mikołajem, który zasypuje cię zabawkami, z drugiej zaś - nie jest władczym ojcem, który jak sędzia kontroluje cię surowym spojrzeniem i czyha tylko na twoje wykroczenia. Bóg nie jest ani jednym, ani drugim, a jeżeli stworzyliśmy sobie taki obraz Boga, to po prostu pobłądziliśmy. Gdy natomiast Bóg jest siewcą z przypowieści, to natychmiast płyną z tego dwa następstwa dla ciebie.

 

Bóg wierzy w ciebie

 

To po pierwsze. Zaprzestań więc toczyć błędną wojnę, w której walczysz z Bogiem jako przeciwnikiem twojego życia i szczęścia. To znaczy, nie trwaj w zamęcie i nie buntuj się przeciw bogu, który de facto nie istnieje.

W ten sposób ryzykujesz, że rozminiesz się także z samym sobą. Kwestia pojmowania Boga jest bardzo ważna, aby zrozumieć sens życia, aby wierzyć w siebie, aby z ufnością patrzeć w przyszłość i osobiście włączyć się w budowanie lepszego świata.

Nikt nie wierzy w ciebie tak mocno jak Bóg. Wiara chrześcijańska nie może być zredukowana tylko do trudu znalezienia racji istnienia Boga, lecz jest zadziwiającym odkryciem wiary Boga w człowieka! Dzięki temu chrześcijanin jest osobą pogodną i pełną optymizmu. Kocha życie i relacje z innymi. Nie poszukuje nie wiadomo czego, aby poczuć się kimś, albowiem wystarcza mu to, kim już jest - dzieckiem Boga. Wie doskonale, że nikt nie może go bardziej przekonać o jego godności niż Przedwieczny. To Jego dobra i stwórcza wola powołała cię do istnienia, uczyniła różnym od innych, niepowtarzalnym, niczym jakiś prototyp. On jest Siewcą marzeń o tobie, które powinieneś urzeczywistnić.

Bóg respektuje twoją wolność, ponieważ ma dla ciebie szacunek. Jego szacunek jest tym ziarnem zasianym w twojej egzystencji: od ciebie zależy, czy je przyjmiesz, pozwolisz, by przeniknęło głębię twojej istoty, uwierzysz w nie, zaufasz Bogu-Siewcy i podejmiesz współpracę, aby ziarno wzrastało, a ty razem z nim.

Przypowieść mówi także o tym, że choć jesteś urodzajną glebą, to jednak mógłbyś stać się drogą ("nadleciały ptaki i wydziobały je"), gruntem skalistym ("niewiele miały ziemi... wzeszło słońce, przypaliły się i uschły"), krzakiem ciernistym ("ciernie wybujały i zagłuszyły je"). Musisz wybrać, jakim gruntem chcesz być - to twoje zadanie. Przemyśl tę sprawę dogłębnie, bo od tego zależy twoje szczęście.

 

Opuść stado

 

Co w rzeczywistości oznacza: "wydziobane..., wypalone..., zagłuszone"? Dokładnie twoją jedyność-wyjątkowość-niepowtarzalność. Jeżeli jesteś dobrą ziemią i przyjmiesz ziarno własnej pozytywnej tożsamości, odkryjesz także to, co czyni cię osobą absolutnie oryginalną. Nie ryzykujesz wtedy, że upodobnisz się do innych, nędznie spłaszczysz własny żywot oraz utracisz oryginalność.

Czy nie wydaje ci się, że właśnie coś takiego stało się dzisiaj udziałem większości młodych, może również twoim? Czy nie wydaje ci się, że pośród młodzieży panuje jakieś ogólne ujednolicenie, jakiś owczy pęd, który zrównuje wszystkich, czyni ich szarymi i nijakimi? Wszyscy pragną tych samych rzeczy - często niewiele znaczących i wątpliwej jakości. Wszyscy poszukują tych samych uciech - coraz mniej zabawnych, a coraz bardziej nudnych. Wszyscy gustują w tych samych modach, faworyzując na ogół jakiś najgorszy smak. Dążą, aby zależeć jeden od drugiego, a wszyscy razem od grupy-stada, która wszystko i wszystkich zrównuje często do dołu. Jak to możliwe, że tego nie dostrzegasz? Czy nie zdajesz sobie sprawy, że żyjesz w domu zbudowanym przez Wielkiego Brata...?

W ten sposób zestarzejesz się przedwcześnie i stracisz najważniejszą rzecz, którą masz: siebie samego i swoją bezdyskusyjną niepowtarzalność? Wyjdź ze stada, odnajdź na nowo życie, odważ się na nieposłuszeństwo, aby być tym, kim jesteś i do czego zostałeś wezwany. Wówczas - razem z ostatecznie i trwale pozytywną tożsamością - odkryjesz przyjemność i smak życia, którego teraz nawet nie możesz sobie wyobrazić.

Pierwszym powołaniem człowieka jest wezwanie, aby mieć szacunek dla samego siebie. Bądź więc tym dobrym polem, które przyjmuje ziarno swojej wartości zasiane przez Boga-Siewcę.