Komunikat o błędzie

Notice: Undefined variable: output w business_breadcrumb() (linia 26 z /home/michalici/ftp/newDrupal/sites/all/themes/business/template.php).

Odwaga prawdy

O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia...
Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć...? (Łk 24,25-26)

Kontynuujemy nasze rozważanie, czy raczej naszą wędrówkę. Rozstaliśmy się na drodze do Emaus w momencie, kiedy Jezus wychodzi naprzeciw dwóch przyjaciół-pielgrzymów i dołącza do ich drogi. Jest to moment, w którym ludzka przyjaźń otwiera się na boską.

Jest to niezwykle przełomowy moment, ponieważ oznacza decyzję pogłębienia ludzkiej więzi, przeżywania jej intensywniej i nie zadawalania się byle jakim towarzystwem. Już nie wystarcza prosta korzyść z bycia razem. Przyjaźń szuka głębi relacji, próbuje określić swój cel i dążenia, aby służyła rzeczywistemu wzrostowi. Nie godzi się na potwierdzanie własnej przeciętności, która spoglądając w oczy innych, mówi: "Nie mam sobie nic do zarzucenia". Albowiem w ten sposób pozwala ściągnąć się w dół.

Docelowym punktem mądrej przyjaźni jest... przekraczanie siebie. Taka przyjaźń daje się sprowokować, aby pójść dalej i dotrzeć do tego Przyjaciela, który od zawsze podąża za tobą i towarzyszy ci na drogach życia. On chce zaproponować ci przyjaźń, która może zrewolucjonizować życie i ukazać nieznane horyzonty. Prawdziwa przyjaźń uczy i formuje. Ponownie więc podejmijmy wędrówkę do Emaus w towarzystwie tej tajemniczej Osoby, która ma coś do powiedzenia dwóm zagubionym i smutnym pielgrzymom.

 

Pytania ważne i palące

 

Tajemniczy osobnik włącza się w rozmowę w sposób mało dyskretny i dosyć natrętny. Wykazuje przy tym całkowitą ignorancję, chcąc wiedzieć o czym rozmawiają. W rzeczywistości ma On zupełnie inną intencję: pragnie, żeby ci dwaj wiedzieli i odkryli, co mają w sercach. To nie On jest tym, który nie wie, lecz oni - tak obcy dla samych siebie, że nie znają prawdziwych korzeni własnych rozczarowań i ani trochę nie domyślają się źródła swojej depresji.

Tak dzieje się często w twoim życiu. I dziwne jest to, że także ty, podobnie jak ci dwaj z Emaus, uważasz, że znasz siebie, że jesteś doświadczony i dużo wiesz na temat trudów życia. Być może uważasz się za osobę tak obeznaną w przeciwnościach losu, pozbawioną jakichkolwiek złudzeń, że z miną zblazowanego realisty wydajesz się wiele starszy niż w rzeczywistości jesteś. Nie, naprawdę nie zgadzaj się na to. To ci się nie opłaca. Jeszcze będziesz miał czas uczynić z siebie osobę mądrą. Dzisiaj zaakceptuj to, że nie wszystko wiesz. Rozkoszuj się pasją poszukiwania i zgłębiaj tajemnice. Nie zadawalaj się powierzchownością, ale drąż rzeczywistość. Unikaj banalności. Nie bądź zarozumiały, ale inteligentnie wątpiący. Nie bądź papugą. Pozwól natomiast, by stawiano ci ważne pytania, choć czasem wprowadzą cię one w zakłopotanie czy zdenerwowanie.

Trzeba zacząć od pytań, które dotyczą ciebie, twojego życia i przyszłości, twojego szczęścia i pragnień. Mówi się, że dzisiaj istnieje nie tyle kryzys odpowiedzi, co pytań. I być może młodość jest czasem pytań, dociekań i niespokojnego szukania? Kiedyś istniało przekonanie w pewnych kręgach, że osoba dobrze wychowana nie stawia pytań, ale wypełnia polecenia i to wystarczy. Dzisiaj natomiast mówimy, że potrzeba wychowywać do stawiania pytań. Szczególnie pytań o siebie.

To właśnie czyni Jezus. Całą serią pytań zmusza dwóch pielgrzymów do wypowiedzenia się nie tyle o Nim, co o sobie. Wychowywać znaczy dosłownie wyciągać na zewnątrz, wyciągać na zewnątrz prawdę własnego "ja", tego wszystkiego, co jest w sercu. Dwaj wędrowcy zaczynają opowiadać swoją historię. I wewnątrz odkrywają to, co stoi w centrum ich życia: związek z "Jezusem Nazarejczykiem, który który był prorokiem potężnym w czynie i słowie", ale także ich fałszywe i nierealistyczne oczekiwania związane z życiem i samym Mistrzem, ich manie wielkości i osobistego sukcesu ("myśmy się spodziewali..."). Dlatego są zawiedzeni i smutni - do tego stopnia, że już niczego nie oczekują. Wtedy Jezus czyni im wyrzut nierozumności i w osobistej katechezie wyjaśnia wiele spraw.

Jest to przykład wychowawczego postępowania, które bez wątpienia Jezus stosuje wobec wszystkich, także ciebie, ponieważ chce cię nauczyć wydobywania na zewnątrz prawdy twojego "ja".

 

Nauczyć się czytać życie

 

Ale ty, kiedy jesteś zdolny mówić o sobie, czytać swoje życie, opowiadać własną historię? Próbowałeś to robić? Chcę być dobrze zrozumiany: nie mam na myśli twojego pamiętnika, który prawie wszyscy pisaliśmy w pewnym wieku, aby trochę pocieszyć niespodziewną samotność, bo wydawało nam się, że nie mamy żadnego przyjaciela, aby nadać nieco znaczenia naszym dniom, aby... nie zapomnieć. Nie. Czytanie życia jest czynnością bardziej złożoną i mniej komfortową. Trzeba nauczyć się tej sztuki, a przez to bardzo sobie pomóc.

Po świecie chodzi wielu niedojrzałych analfabetów, "nierozwiniętych w duchu", niezdolnych do czytania siebie i ogarnięcia własnej historii niczym domu tajemnic. Nie potrafią oni patrzeć w głębię swojego życia, by powoli uczyć się chwytać wewnątrz dyskretną i wierną obecność, historię miłości i wybrania, plan, który coraz bardziej się rozjaśnia...

Zauważ, mój młody, drogi pielgrzymie (a może trochę włóczęgo), że nie chodzi o to, by z zamkniętymi oczami wierzyć w Boga, Kościół i wszystko, co jest dokoła, ale by zrozumieć i czytać wewnątrz coś, co masz najbardziej osobistego: twoją historię, twoje życie, obecność Boga Ojca, który za wszelką cenę pragnie twojego szczęścia. Dlatego ten Bóg nie mieszka w niebie wysokim, ale wychodzi ci na spotkanie, podobnie jak tamtym dwóm z Emaus, rozmawia i żyje z tobą, wzywa cię i otwiera przed tobą nowe horyzonty. Zrozumienie tego jest podstawową gramatyką życia. Jest także jedynym sposobem, by wierzyć - to znaczy trzeba pozwolić życiu, by opowiadało samo o sobie. Czyż twoje życie nie jest najbardziej oczywistym i przekonującym dowodem istnienia Boga dla ciebie?

 

Nauczyć się poznawać siebie

 

Ważne jest, by znać siebie, mieć jasny pogląd na temat swoich słabych stron oraz tego, co chcemy w życiu zrealizować. Nasze niespójności wewnętrz-ne często napełniają nas strachem albo uniemożliwiają, by pociągało nas to, co piękne i prawdziwe. Wędrowcy do Emaus myśleli, że wiedzieli wszystko o sobie, gdy tymczasem jedyne, co wiedzą i mogą powiedzieć to to, że są zagubieni i rozgoryczeni... nie sobą, o dziwo, lecz Jezusem. W ten niezamierzony sposób wystawiają się na śmieszność, ponieważ okazuje się, że nic nie zrozumieli z przesłania Jezusa, z Jego osobistego wewnętrznego świata, Jego sposobu oceniania i patrzenia na rzeczywistość. Nie mogli zrozumieć właściwego przesłania krzyża, ponieważ ich umysły i serca znajdowały się zupełnie gdzie indziej. Nie znali alfabetu.

Nie myśl, że wiele różnisz się od nich. Także twoje życie wypełnione jest strachem. Także ty szukasz sposobu, jakby się obronić przed spotkaniem z innymi, z Bogiem, przed możliwością Jego wezwania "pójdź za Mną". Strach jest wrażeniem strasznie głupim i nieprzemyślanym, ponieważ zawsze ma znamiona egocentryzmu i jest owocem wygórowanego zakłopotania o siebie. Jest po prostu pogański.

Spróbuj uświadomić sobie: kiedy lękasz się o siebie? Jak potrafiłbyś zinterpretować swój strach i obawy? Czy pomyślałeś o tym, że strach może zabić jakąś część twojego "ja" albo zagłuszyć możliwość pełnej realizacji? Kończysz swoje życie, dokonując w pewien sposób "powołaniowego uśmiercenia". Pojawia się coś niedokończonego, nieludzkiego i potwornego.

Nauczyć się słuchać Czymś nieodzownym dla ciebie i twojego życia wydaje się radykalna zmiana wewnętrznej postawy: nauka słuchania. Chodzi o słuchanie twojego życia, najbardziej tajemnych dźwięków wewnętrznego życia, kogoś, kto pomoże ci przyjąć całą prawdę. Także w tej materii Emaus daje bardzo precyzyjną wskazówkę: w zagubieniu duchowym, w którym znaleźli się dwaj uczniowie, mają oni mimo wszystko odwagę, aby słuchać słów niezwykłego Podróżnika. Były one trochę jak uderzenia dzięcioła, który rozbija święte racje: "Nierozumni i zatwardziali sercem...".

Drogi młodzieńcze, nie szukaj zawsze tego, kto we wszystkim zgadza się z tobą i po prostu cię słucha. Pozwoli ci się wypowiedzieć, przytaknie głową, doceni, pocieszy, pozbawi odwagi... i nic więcej. Jeśli szukasz prawdy, szukaj tego, kto z odwagą powie ci prawdę, nie bojąc się, że cię dotknie, wprowadzi w kryzys i pokaże ci twój zastraszony egoizm.

Należy wątpić w słowa tego, kto w ogóle nie mówi o krzyżu, albo pokazuje go jako rzeczywistość daleką i niemożliwą. Krzyż jest prawdą życia i głosi prawdę o miłości. Jest przejściem obowiązującym ("Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć...?") na drodze wychodzenia z egoizmu, odkrywania wolności i radości daru z siebie samego. Nie szukaj kogoś, kto ma wiele słów, by wrzucić na twój grzbiet; szukaj tego, kto nauczy cię sztuki słuchania Słowa życia wychodzącego z ust Ojca, i kto powoli nauczy cię odkrywać, że to słowo wypełnia się - także w twoim życiu. Tak uczynił Jezus z Kleofasem i jego towarzyszem. Rozpalił ich serca...