„Czy diabeł, z którym się walczy, nie jest nazbyt wyimaginowany?” – zapytał bp Vicente de Paula Ferreira, ordynariusz brazylijskiej diecezji Livramento de Nossa Senhora, krytykując rozwijające się w Brazylii nabożeństwo do św. Michała Archanioła. Trudno o zdanie, które lepiej pokazywałoby jeden z największych problemów liberalnej teologii: gotowość do bardzo poważnego traktowania zła społecznego przy jednoczesnym coraz większym zakłopotaniu, gdy Kościół zaczyna mówić o złu osobowym, grzechu, szatanie i walce duchowej. Biskup nie poprzestał zresztą na pytaniu o diabła. Zakwestionował również sens poświęcania diecezji św. Michałowi: „Czy istnieją teologiczne podstawy do poświęcenia św. Michałowi? Człowiek poświęca się Bogu Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu”. Następnie zaproponował własne rozumienie walki ze złem: „Wielkim egzorcyzmem” powinna być walka z homofobią, rasizmem i zbrodniami przeciwko ludności rdzennej. Problem polega na tym, że w jednym krótkim wpisie pomieszano kilka zupełnie różnych porządków.
Oczywiście chrześcijanin ma obowiązek przeciwstawiać się niesprawiedliwości, przemocy, pogardzie wobec drugiego człowieka i wszelkim formom krzywdy. Nikt rozsądny nie twierdzi, że nabożeństwo do św. Michała zwalnia z tego obowiązku. Przeciwnie, autentyczna pobożność powinna prowadzić do nawrócenia, a nawrócenie musi mieć konsekwencje moralne i społeczne. Ale dlaczego troskę o człowieka przeciwstawiać walce duchowej?
To trochę tak, jakby lekarz powiedział: nie zajmujmy się chorobami serca, ponieważ istnieją również nowotwory. Jedno nie wyklucza drugiego. Chrześcijaństwo od początku mówi o grzechu człowieka, niesprawiedliwych strukturach i osobowym złu duchowym. Usunięcie jednego z tych elementów nie pogłębia chrześcijańskiej wizji rzeczywistości, lecz ją zubaża.
Najbardziej niepokojące jest jednak pytanie brazylijskiego hierarchy: „Czy diabeł, z którym się walczy, nie jest nazbyt wyimaginowany?”. Jeśli oznacza ono zakwestionowanie osobowego istnienia szatana, wówczas nie mamy już do czynienia ze sporem o taką czy inną formę pobożności. Dotykamy nauczania Kościoła.
Katechizm Kościoła Katolickiego nie pozostawia tutaj wielkiego pola do dowolności. W punkcie 391 czytamy, że Pismo Święte i Tradycja Kościoła widzą w istocie stojącej za kuszeniem człowieka „upadłego anioła, nazywanego Szatanem lub diabłem”. Katechizm dodaje jednocześnie, że moc szatana „nie jest jednak nieskończona”, ponieważ pozostaje on stworzeniem. Może działać w świecie z nienawiści do Boga i Jego Królestwa oraz wyrządzać człowiekowi szkody duchowe, a pośrednio również fizyczne, ale pozostaje pod władzą Bożej Opatrzności.
Kościół nie ma obsesji na punkcie diabła. Uczy duchowego realizmu. Właśnie tutaj pojawia się św. Michał Archanioł. Nabożeństwo do niego nie jest egzotycznym dodatkiem wymyślonym przez grupę przestraszonych katolików, którzy wszędzie widzą demony. Święty Michał pojawia się w Piśmie Świętym. W Księdze Daniela występuje jako obrońca ludu Bożego. List św. Judy przedstawia go w sporze z diabłem. Apokalipsa ukazuje zaś Michała i jego aniołów walczących ze Smokiem: „I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem” (Ap 12,7).
Można dyskutować o poszczególnych formach nabożeństwa. Można przestrzegać przed przesadą. Można korygować ludzi, którzy w każdym niepowodzeniu widzą działanie demona. Sam Kościół to robi.
„Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii” mówi wyraźnie, że pobożność wobec świętych aniołów jest „uprawniona i dobra”, jednocześnie przestrzegając przed wizją świata, w której człowiek staje się bezwolną ofiarą nieustannej wojny aniołów z demonami. Prawdziwa walka ze Złym wymaga również osobistej odpowiedzialności, życia Ewangelią, pokory i modlitwy. To niezwykle ważne rozróżnienie. Kościół nie mówi: „nie ma diabła”. Mówi: „nie przypisujcie diabłu wszystkiego”.
Jeszcze bardziej zastanawiający jest zarzut dotyczący samego „poświęcenia św. Michałowi”. Bp Ferreira pyta przecież: „Czy istnieją teologiczne podstawy do poświęcenia św. Michałowi? Człowiek poświęca się Bogu Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu”. Gdyby potraktować to zdanie bez żadnych rozróżnień, należałoby zakwestionować sporą część katolickiej tradycji aktów zawierzenia i poświęcenia. Co więcej, w tym konkretnym przypadku odpowiedzi biskupowi udziela nie jakiś internetowy apologeta, lecz sam papież Franciszek.
5 lipca 2013 roku w Ogrodach Watykańskich, w obecności Benedykta XVI, Franciszek dokonał aktu poświęcenia Państwa Watykańskiego św. Józefowi i św. Michałowi Archaniołowi. Oficjalny dokument watykański nosi tytuł „Akt poświęcenia Państwa Watykańskiego św. Józefowi i św. Michałowi Archaniołowi”. Trudno o bardziej wymowną odpowiedź.
Ale jest coś jeszcze ciekawszego. Podczas tamtej uroczystości Franciszek powiedział o św. Michale: „Michał, którego imię znaczy: «Któż jak Bóg?», jest obrońcą prymatu Boga, Jego transcendencji i potęgi”.
Następnie papież wyjaśniał, że Michał broni ludu Bożego przede wszystkim przed „nieprzyjacielem par excellence, diabłem”. A mówiąc o poświęceniu Watykanu Archaniołowi, Franciszek stwierdził, że prosimy św. Michała, aby „bronił nas przed Złym”.
Biskup Ferreira pyta, czy diabeł nie jest „nazbyt wyimaginowany”. Papież Franciszek mówił w 2013 roku o diable jako „nieprzyjacielu par excellence” i prosił św. Michała o obronę przed nim. Biskup zastanawia się, czy można dokonywać poświęcenia św. Michałowi. Papież Franciszek osobiście uczestniczył w takim akcie dotyczącym Państwa Watykańskiego. Nie jest to argument zaczerpnięty z marginesu katolickiej pobożności. To wydarzenie udokumentowane przez Stolicę Apostolską.
Warto przy tym pamiętać, czym właściwie jest katolicka pobożność wobec św. Michała. Nie chodzi o stworzenie konkurencji dla Chrystusa. Święty Michał nie zbawia człowieka. Nie odpuszcza grzechów. Nie jest źródłem łaski. Nie posiada mocy niezależnej od Boga. Cała jego wielkość zawiera się właściwie w jego imieniu: Któż jak Bóg?
To chyba najbardziej „antybałwochwalcze” imię, jakie można sobie wyobrazić. Michał nie zatrzymuje człowieka na sobie. Wskazuje na Boga. Dlatego Franciszek mówił w Watykanie: „Święty Michał zwycięża, ponieważ w nim działa Bóg”. W tym jednym zdaniu mieści się cała zdrowa teologia nabożeństwa do Archanioła. Nie chodzi o Michała zamiast Chrystusa. Chodzi o Michała służącego Chrystusowi. Nie o anioła posiadającego autonomiczną moc. Chodzi o stworzenie, przez które działa Bóg. Można oczywiście wypaczyć nabożeństwo do św. Michała. Można uczynić z niego religijną magię. Można widzieć demony za każdym bólem głowy, awarią samochodu czy niepowodzeniem zawodowym. Można zamienić chrześcijaństwo w nieustanne polowanie na złe duchy. Kościół przed takim myśleniem przestrzega. Ale lekarstwem na przesadę nie jest teologiczna amputacja.
Jeżeli ktoś niewłaściwie rozumie działanie szatana, trzeba mu wyjaśnić naukę Kościoła o szatanie, a nie sugerować, że szatan jest wytworem wyobraźni. Jeżeli ktoś źle przeżywa nabożeństwo do św. Michała, trzeba nauczyć go właściwej pobożności, a nie ośmieszać nabożeństwo. Jeżeli ktoś zapomina o społecznych konsekwencjach grzechu, trzeba przypomnieć mu o obowiązku miłości bliźniego, ale nie trzeba w tym celu usuwać z chrześcijaństwa rzeczywistości duchowej. Tym bardziej że przeciwstawienie walki duchowej walce ze złem społecznym jest fałszywe.
Chrześcijanin może jednocześnie bronić człowieka krzywdzonego i modlić się: „Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce”. Może pomagać ubogim i wierzyć w istnienie diabła. Może przeciwstawiać się przemocy i odmawiać modlitwę do św. Michała. Może walczyć o sprawiedliwość społeczną i klękać przed Najświętszym Sakramentem. Jedno nie tylko nie wyklucza drugiego. Jedno powinno prowadzić do drugiego.
Zresztą najnowsze wydarzenia w Brazylii pokazują jeszcze jeden ciekawy paradoks. 11 sierpnia 2026 roku diecezja Apucarana została poświęcona św. Michałowi Archaniołowi jako 35. brazylijska diecezja uczestnicząca w inicjatywie „Wielka Rekonkwista”. Podczas uroczystości bp Carlos José de Oliveira przypomniał właśnie słowa Franciszka o św. Michale broniącym ludu Bożego przed diabłem. Może więc problemem nie jest to, że ludzie za bardzo wierzą w św. Michała. Może problemem jest to, że coraz trudniej nam uwierzyć, iż za widzialną powierzchnią rzeczywistości istnieje również rzeczywistość duchowa.
Chrześcijaństwo bez diabła szybko staje się religią, w której zło można wyjaśnić wyłącznie psychologią, socjologią, ekonomią i polityką. Chrześcijaństwo bez aniołów staje się natomiast dziwnie płaskie. Zostaje nam wtedy język wartości, struktur, wykluczenia i społecznej przemiany, ale coraz mniej miejsca pozostaje na tajemnicę stworzenia, grzechu, łaski, pokusy, zbawienia i walki duchowej, a przecież ostatnia prośba modlitwy, której nauczył nas Chrystus, brzmi: „ale nas zbaw ode Złego” (Mt 6,13). Nie: zbaw nas od wyimaginowanego symbolu. Od Złego!
Dlatego będziemy nadal wołać do św. Michała. Nie dlatego, że bardziej wierzymy w diabła niż w Boga. Dokładnie odwrotnie. Modlimy się do św. Michała dlatego, że wierzymy w zwycięstwo Boga nad diabłem i dlatego jego imię pozostaje jednym z najkrótszych, a zarazem najmocniejszych wyznań wiary: „Któż jak Bóg!”.