Happy Halloween?

facebook twitter

31-10-2019

Wszystkich Świętych. W Polsce tradycyjnie jeden z dwóch dni zadumy i modlitwy za zmarłych. Czemu by więc przed jutrzejszym ponurym dniem nie rozerwać się trochę w nocy z 31 października na 1 listopada?

Halloween kojarzy nam się raczej z czymś niewinnym. Ot, zabawa z duchami w roli głównej, z którymi przecież już od dziecka mamy kontakt chociażby w kreskówkach czy książkach. Ja sam oglądałem między innymi film animowany Scooby-Doo, w którym akcja każdego odcinka była skupiona wokół łapania duchów. Na końcu zawsze okazywało, że ktoś po prostu dla własnych korzyści zakładał prześcieradło z dwoma dziurami i straszył ludzi. Nic poważnego.

Również wizerunek wyszczerzonej dyni, czyli tak zwany „jack-o’-lantern”, kojarzy nam się raczej z rozrywką, a nie z czymś groźnym. Kiedyś jednak był to symbol dusz potępionych. Umieszczanie go przed domem wskazywało, że jego mieszkańcy czczą szatana i należą im się specjalne względy demonów, które krążą po świecie w czasie Halloween. Jak wierzono, celem ludzi było tej nocy skontaktowanie się z duszami bliskich zmarłych wywoływanymi przez druidów i czarowników.

Czy święto o takich korzeniach jest więc czymś dobrym? Oczywiście zauważyć można, że współcześnie Halloween ma raczej charakter rozrywkowy niż demoniczny – przebieranie się dzieciaków czy imprezy młodzieżowe. Ale patrząc analogicznie, czy rozsądna i kochająca matka da małemu dziecku do zabawy zapalniczkę? Jest ona przecież na pierwszy rzut oka niegroźna, ma ładny wzorek, może przyda mu się do jakiejś budowli. Jednak z czasem maluch na pewno ją zapali i się oparzy. Podobnie jest i z Halloween. Można pozostać jedynie na poziomie zabawy, ale już samo otwieranie się na realną demoniczną rzeczywistość i obcowanie z nią stanowi zagrożenie.

Jednak czy ta symboliczna matka, a w istocie, każdy katolik wie, co może dać dziecku i zarazem sobie zamiast tej zapalniczki? Czym jest więc Uroczystość Wszystkich Świętych? W polskiej tradycji utrwalił się obraz święta smutnego. Odwiedzamy w tym czasie cmentarze, wspominamy bliskich, których pośród nas już nie ma. Zadumie sprzyja też aura pogodowa – jesienna szarość, często deszcz, a w ostatnich latach nawet śnieg. Niejeden z pewnością się przeziębi... Jest to jednak niepełny obraz tego święta. Przedstawia jedynie nasz szacunek do ciała zmarłych i miejsca jego spoczynku – cmentarza – który odwiedzamy w ciszy i spokoju. Wierzymy jednak także, że posiadamy duszę, która po śmierci i oczyszczeniu będzie oglądać samego Boga. Co więcej wierzymy, że ludzie, którzy żyli pośród nas – tacy jak Sługa Boży, a za chwilę błogosławiony, kard. Stefan Wyszyński, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, św. Jan Paweł II dzięki swym zasługom tu na ziemi, już teraz widzą Go twarzą w twarz. Czy perspektywa wiecznego zanurzenia niczym ziarenko piasku w bezdennym oceanie miłości, jak pisała św. s. Faustyna, bez bólu i płaczu nie przewyższa jednorazowej imprezy, po której zostanie nam tylko kac?

Warto sobie zadać te pytania i uświadomić, o co tak naprawdę chodzi w nadchodzących świętach. Odwiedzanie cmentarzy i wspominanie zmarłych jest oczywiście rzeczą bolesną. To nasza ludzka cecha, że kochamy naszych bliskich i brakuje nam ich namacalnej obecności. Wszakże i sam Jezus płakał nad grobem swojego przyjaciela Łazarza. Jednak ten sam Jezus, który doświadczył tych uczuć, chwilę potem dokonał cudu wskrzeszenia. I to jest myśl przewodnia, która powinna nam towarzyszyć w najbliższych dniach. Wszelkie nasze radości nie są związane z tym światem tak, jak związane z nim są imprezy, alkohol, czy demony służące cielesności. Naszą radością jest Chrystus, który otwiera nam i naszym bliskim bramy nieba i życia wiecznego.