Niedoceniony dar

facebook twitter

31-05-2019

Może masz dzieci, a może pamiętasz podobną sytuację ze swoich młodzieńczych lat… Często zdarza się tak, że mały człowiek czeka niecierpliwie na jakiś wymarzony prezent, czy to z okazji urodzin, czy innego święta. Kiedy w końcu otrzymuje swój upragniony podarunek, rozpakowuje go nerwowo z papieru i ucieszony ogląda. Często w ferworze emocji, zapomina o podziękowaniu swojemu darczyńcy. Dopiero magiczne „co się mówi?”, wypowiedziane przez któregoś z rodziców, przypomina mu o należnym dopełnieniu grzeczności. Co ciekawe, nierzadko, po krótkiej euforii, dziecko odkłada prezent na bok i… zapomina o nim. A przecież tyle na niego czekało; jeszcze nie tak dawno wydawał się wprost bezcenny!

Jeszcze dobitniej dzieci obchodzą się z „funkcjonalnymi” prezentami, takimi jak bluza, czapka, rękawiczki, czy skarpety… Zwykle po rozerwaniu opakowania, można zaobserwować na ich twarzy zawód i rozgoryczenie. „Przecież to miał być prezent, a nie ubranie!”. I mimo iż przez kolejne miesiące te skarpetki, czy rękawiczki będą dawać im ciepło i wygodę, nigdy nie pomyślą o nich jak o udanym prezencie; nie poczują wdzięczności do cioci, czy dziadka, którzy im je podarowali. Trochę to zabawne, na swój sposób urocze, ale… trzeba przyznać, że taka postawa to spora niewdzięczność, nieprawdaż? Otóż, my na co dzień postępujemy dokładnie tak samo!

Darem, który posiadamy jest nasza wiara. Otrzymaliśmy ją całkowicie za darmo od naszego Taty. Pomyślmy przez chwilę o tym, jaki to skarb. Jesteśmy członkami Kościoła; przez chrzest święty zostaliśmy wyzwoleni od grzechu i odrodzeni jako synowie Boży (KKK 1213). Jako katolicy, możemy przyjmować Ciało i Krew Jezusa; dzięki temu możemy być ze swoim Stwórcą w KOMUNII (czy ktokolwiek inny może być tak blisko swojego Boga?). Ilekroć czujemy się zagubieni, możemy sięgnąć po Jego słowo, które jest żywe, a które mamy dosłownie na wyciągnięcie ręki. Kiedy zaś napotykamy na problemy, z którymi nie potrafimy sobie poradzić, nigdy nie jesteśmy pozostawieni sami; mamy z Kim o nich porozmawiać i Komu je powierzyć. Czyż to nie piękne? A przecież niczym szczególnym nie zasłużyliśmy sobie na to.

Problem w tym, że tak bardzo przywykliśmy do naszej wiary, że czasem w ogóle jej nie doceniamy. I nie mam tu na myśli jedynie wolności wyznania i nieograniczonego dostępu do sakramentów (nasi bracia z innych części globu nie mają tyle szczęścia), ale wiarę rozumianą ogólnie, jako świadomość istnienia niewidzialnego i przyjaznego nam świata duchowego. Doceńmy, że wierzymy! Czasami wydaje nam się to tak oczywiste, tak naturalne, a tymczasem nie każdy ma ten przywilej; nie każdy ma tak dobrze. Mój znajomy ma żonę Tajkę. Obecnie mieszkają w Polsce, jednak ona dorastała w całkowicie innej kulturze, wychowywała się w rodzinie innego wyzwania niż katolickie. Czy to jej wina, że nie poznała w swoim życiu Boga? Mam koleżankę, która jest naukowcem. Jej pasja, jej… życie to chemia, fizyka i biologia. Codziennie prowadzi specjalistyczne badania w ramach nauk ścisłych; tutaj wszystko ma konkretny wymiar zero-jedynkowy: coś jest prawdziwe tylko, jeśli wynika z konkretnych przesłanek. Jej umysł nie potrafi otworzyć się na wiarę; tak bardzo uciekł w błędnie rozumiany racjonalizm. Poznałem kiedyś mądrego i dobrego człowieka – lekarza psychiatrę. Pewnego razu wyznał mi, że pracując na dziecięcym oddziale szpitalnym, spotyka na co dzień tyle cierpienia niewinnych osób, że… stracił wiarę w istnienie Boga. „Nie potrafię wierzyć, widząc tyle niezasłużonego bólu” – powiedział. Moja przyjaciółka jeszcze jako dziecko była pobożna. Gdy miała kilkanaście lat, jej mama ciężko zachorowała, zapadła w śpiączkę, a po kilku latach… odeszła. Dziewczyna miała nadzieję na wyzdrowienie mamy. Na początku dużo się modliła; potem, wobec braku poprawy wyników i jednoczesnego coraz większego włąsnego zagubienia, częściej szukała wyjaśnienia tej trudnej sytuacji w książkach medycznych. W końcu, kiedy mama zmarła… miała poczucie niewyobrażalnego zawodu, straconego czasu, przegranej walki. Wtedy właśnie jej wiara obumarła.

Moim celem nie jest szukanie usprawiedliwień. Wierzę jednak, że wszyscy (w tym także ja) potrzebujemy nieco więcej pokory w spojrzeniu na wiarę. Życie pisze różne scenariusze. Nie zawsze i nie każdemu łatwo jest wierzyć. Jeśli myślisz, że Twoja wiara jest Twoją zasługą, że (nie daj Bóg!) czyni Cię ona lepszym człowiekiem od innych, zatrzymaj się. Nie bądź jak wywyższający się faryzeusz z ewangelicznej przypowieści (Łk, 18, 9-14). Wiara jest łaską, jest darem, jest prezentem od Boga. Jeśli masz ufność w Panu, jeśli z Nim rozmawiasz, jeśli przystępujesz do sakramentów – w pierwszej kolejności podziękuj Mu za to. Dbaj też o ten swój dar, pielęgnuj go i nigdy, przenigdy nie odrzucaj w kąt zapomnienia.