Potrójny adwent

facebook twitter

01-12-2019

Adwent, adwent, adwent... Przez najbliższe cztery tygodnie słowo to będzie odmieniane przez wszystkie przypadki. Kaznodzieje, rekolekcjoniści i publicyści katoliccy będą rozważać, medytować, wyjaśniać i pochylać się nad tajemnicą adwentu. Chwała im za to! Każde takie przedsięwzięcie godne jest pochwały i szacunku. Zwłaszcza, że adwent nie jest sam w sobie taki oczywisty, a i w tradycji Kościoła rożnie go rozumiano. Ja jednak chciałbym na to wydarzenie rzucić trochę inną perspektywę i cofnąć się do czasów, gdy świat rozpoczął swoje istnienie w spektakularny sposób, a następnie przygotowywał się na najważniejsze wydarzenie w dziejach.

Pierwszy adwent: 13,8 miliarda lat temu

Wypadałoby zacząć: Dawno, dawno temu w odległej galaktyce... Jednak i to stwierdzenie nie byłoby prawdziwe, bo nie było jeszcze żadnej galaktyki, a słowo „dawno” pasuje może do wydarzeń sprzed tysięcy lat, a tu wszystko zaczęło się 13,8 miliarda lat temu, więc poza jakąkolwiek możliwością ogarnięcia czasu przez umysł ludzki. Jest to pewna granica, od której zaczęło się to, co dzisiaj obserwujemy i widzimy we Wszechświecie. Można zatem przyjąć, że jest to początek niezwykłej historii świata, który z niebytu przeszedł w stan istnienia. Bóg podzielił się swoim istnieniem z czymś, co nie jest bogiem. Pokornie zrobił „ontologiczne” miejsce, aby mogła objawić się Jego chwała i zapoczątkować dzieło, które tylko Bóg mógł wymyślić. Było to dzieło stworzenia i odkupienia. W tej historii stosunkowo niedawno pojawił się człowiek i już na samym początku popsuł to, co Bóg stworzył jako dobre i bardzo dobre. Ten prehistoryczny okres powstawania świata, człowieka i pierwszego grzechu, a następnie wszystkie konsekwencje Adamowego występku nazywam „pierwszym adwentem”. Głównie dlatego, że zawiera się w nim oczekiwanie na działanie Boga. Ktoś przecież musiał nadać prawa, które rządzą Wszechświatem. Stworzyć wszystkie te kwarki, bozony, fotony, energię, grawitację, czarne dziury i inne cuda, o których się nawet filozofom nie śniło. Wreszcie w umyśle nieskończenie wielkim powstać musiała idea o powołaniu do życia kogoś, kto będzie podobny Bogu i choć rozum ludzki w porównaniu z wielkością przestrzeni Wszechświata jest mizernie mały, to jednak będzie potrafił dotrzeć do jego granic i przekroczyć samego siebie poprzez kontakt ze Stwórcą.

Pierwszy adwent jest fascynujący i niesamowity. Świat czekał w nim na objawienie się działania Boga. Chociaż w pewien sposób pierwotny i pewnie jeszcze mało świadomy nadał ton oczekiwaniu, które towarzyszy nam do dzisiaj, gdy z utęsknieniem patrzymy w nocne niebo i z zapartym tchem zadajemy nieśmiało pytania o sens, o piękno, o dobro, czyli o to, co stanowi przedmiot naszych pragnień i jednocześnie niezaspokojonego oczekiwania, aby objawił się nam Stwórca. Oczami wiary daje się usłyszeć wołanie nieba i ziemi, które z utęsknieniem wzdycha: „Przyjdź Panie, bo umieramy z tęsknoty za Tobą. Przyjdź Panie! Maranatha!”

Drugi adwent: Dziewięć miesięcy Maryi

Dramat grzechu rajskiego uruchomił całą lawinę konsekwencji. Stworzenie w bólach rodzenia zaczęło wołać już nie tylko o Boga, ale także o odkupienie. Bóg nie pozostał głuchy na to wołanie i obiecał posłać na świat Wybawiciela, którego przyjście zapowiadali prorocy. Gdy nadeszła pełnia czasów dokonała się rzecz niezwykła. Dzięki Bożej interwencji od grzechu została uwolniona pierwsza istota – była nią Maryja. Po raz pierwszy świat ujrzał blask dawnej chwały, która towarzyszyła ludziom w Raju jeszcze przed grzechem. Piękna Maryja stała się nowym mieszkaniem dla Boga, gdy w Nazarecie zgodziła się na wypełnienie obietnicy i przyjęcie Słowa, które stało się ciałem. Od tego momentu Matka Najświętsza przez dziewięć miesięcy przeżywała adwent. Adwent, który miał ją przygotować do macierzyństwa i przyjęcia Mesjasza. Zapewne nie był to łatwy czas. Obawy Józefa, pomoc krewnej, wreszcie podróż do Betlejem i sam dzień porodu stawiały Maryję w nowej sytuacji, która wymagała przede wszystkim niezwykłej wiary i pokory. Adwent Maryi to najlepszy przykład tego, jak ma wyglądać tęsknota za Bogiem połączona z radością i niepewnością tego, kiedy i w jaki sposób zechce przyjść do nas Jezus. Jest w nim pewien święty niepokój, który Paweł Apostoł określi jako „już i jeszcze nie”. Maryja czuje już swojego Syna pod sercem, ale jeszcze Go nie widzi. Wierzy, że będzie Synem Bożym, ale jeszcze nie zostało jej dane poznanie Jego świętej misji. Dopiero czas pokaże, jak wiele oczekiwań Maryi się spełniło, a ile Bóg postanowił zachować jako tajemnicę.

Dziewięć miesięcy to także czas wzrastającego napięcia i rozwoju. Matka Najświętsza bez wątpienia dojrzewała do nowej roli, którą Bóg zapowiedział przez słowa anioła Gabriela. Nie mogła poddać się strachowi i rozterkom. W postawie głębokiego zawierzenia oddała Bogu to, co miała najcenniejszego. A Bóg nie zostawił jej samej. Byli przy niej bliscy i wierny mąż Józef, który także miał udział w tym „adwentowym” wydarzeniu. Po raz pierwszy rodzina została wyniesiona tak wysoko. Spiesząc na spotkanie z Synem i Mesjaszem, stała się Świętą Rodziną, która – jak nigdy dotąd – była godnym miejscem dla samego Boga.

Trzeci Adwent: 4 tygodnie liturgii Kościoła

Dochodzimy wreszcie do najlepiej znanego wymiaru adwentu. Tygodnie poprzedzające Boże Narodzenie to wielka uczta dla ducha. Liturgia Kościoła niejako wstrzymuje oddech i w mistycznym napięciu najpierw kieruje nasze myśli ku paruzji, a następnie każe z radością wypatrywać Gwiazdy, która niesie wolność całemu światu. Jest w tym oczekiwaniu coś niezwykłego. Coś, co pojmują jedynie ludzie wierzący. Ponure grudniowe poranki zaczynają jaśnieć blaskiem roratniej świecy, lampionów i dekoracji. Także w duszach robi się jaśniej. Nikt nie zaprzeczy, że przedświąteczna spowiedź jest dla wielu wypełnieniem „galilejskiego” proroctwa o tym, jak to naród chodzący w ciemnościach nagle ujrzał światłość wielką.

Nasze przygotowanie na przyjście Pana powinno być świadome i głęboko duchowe. To okazja do tego, aby zasmakować w modlitwie, ciszy i wspólnocie Kościoła, która z utęsknieniem wygląda przyjścia Pana. Warto w tym czasie zajrzeć do Pisma Świętego i jeszcze raz przeczytać słowa proroka Izajasza lub Micheasza i z wiarą przyjąć orędzie o nadchodzącym wybawieniu. W polskiej tradycji pomocą będą msze roratnie, które przypominają nam, że nie jesteśmy sami w naszym oczekiwaniu na Jezusa. Z jednej strony wymagać to będzie od nas ofiary, ale z drugiej będziemy mieli okazję doświadczenia Bożej obecności, która często zaciera się pod natłokiem codziennej pracy i obowiązków. Mądrość Kościoła poprzez liturgię i Słowo Boże podprowadzi nas do spotkania z Jezusem, aby ostatecznie w noc Bożego Narodzenia zaśpiewać najstarszy bożonarodzeniowy hymn Gloria in excelsis Deo (Chwała na wysokości Bogu).

***

Niech kolejny adwent będzie dla nas okazją do spotkania z Bogiem, Kościołem i tymi wszystkimi, którzy może jeszcze nie uświadamiają sobie, za czym tak naprawdę tęsknią i jak blisko może być Bóg, który spełnia pragnienia ludzkich serc.

 

Podobne artykuły