Serce ociężałe

facebook twitter

24-11-2019

Koniec roku liturgicznego to zawsze okazja do podsumowania dotychczasowego życia wiary, a jednocześnie przypomnienie, że żyjemy w ciągłym oczekiwaniu na powtórne przyjście Jezusa. W mowach eschatologicznych Jezus daje jasne wskazania, jak ma wyglądać nasze przygotowanie do paruzji.

Ewangelia Łukasza przekazuje słowa Jezusa, który mówi: Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask (Łk 21, 34-35). Mamy tu do czynienia z pewnym paradoksem. Jak to jest możliwe, że serce ludzkie jest aż tak podatne na rzeczy bardzo przyziemne? Czy nie stoi to w sprzeczności z nauczaniem Jezusa, który mówi, że nie to co „wchodzi do człowieka” czyni go nieczystym, ale to co pochodzi z wnętrza? Odpowiedź na to przychodzi przy pogłębionej refleksji tego fragmentu.

Po pierwsze słowo „serce” sugeruje, że mamy tu do czynienia z istotą człowieka, czyli mówiąc językiem współczesnym z tym, jacy jesteśmy naprawdę. Chodzi tu nie o nasz obraz idealny, wymyślony i wymarzony, ale o realny obraz mojej osoby. Serce to nie tylko to, co dobre i szlachetne w moim życiu, ale także to co słabe, mierne i zużyte. Moje życie i moja osoba cierpią na pewne niedopełnienie, które przejawia się przede wszystkim w grzechu i zaniedbaniach, na które się godzę. To ważne stwierdzenie, bo na nim zasadza się ociężałość, o której mówi Jezus. Olśnieniem podczas medytacji był dla mnie fakt, że pod słowami „obżarstwo”, „pijaństwo” i „troski” kryją się konkretne władze duszy: wola, rozum i pamięć.

Obżarstwo to symboliczne zagrożenie dla woli. Żarłok nie potrafi siłą woli powstrzymać się od jedzenia. Owładnięty manią pochłaniania pokarmów osłabia wolę do tego stopnia, że zaczyna podejmować błędne decyzje i brakuje mu siły woli do podjęcia konkretnych działań. Rodzi się w nim duchowe lenistwo, które zajmuje się jedynie sprawami przyziemnymi i na wspomnienie życia duchowego reaguje drwiną i lekceważeniem.

Pijaństwo to nie tylko nadużywanie alkoholu, ale także głębokie zranienie rozumu. Zauważmy, że to właśnie alkohol odbiera rozum ludziom (nawet najbardziej inteligentnym). Otumanienie rozumu nie pozwala na poznawanie prawdy. Człowiek zaczyna żyć w świecie własnych półprawd i nie w smak mu jest jakakolwiek dezaprobata jego poglądów. Intelektualna pycha rodzi przekonanie, że przecież wiem lepiej niż Bóg, co mi jest potrzebne i co mi wolno, a czego nie. Taka postawa to prosta droga do niewiary.

Wreszcie troski doczesne to pułapka dla pamięci, która w zamartwianiu się zamyka człowieka na łaskę Bożą. Rozpamiętywanie własnej niedoli rodzi wewnętrzne osłabienie i odcina od mocy Ewangelii. Bóg nie działa poza teraźniejszością. Pamięć, która nie dostrzega działania Boga w życiu wywołuje w człowieku lęk, a kto się lęka nie wypróbował się jeszcze w miłości. Narażony jest tym samym na odstępstwo od Chrystusa. Rzeczy doczesne nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa i pokoju. Posiadanie w świecie materialnym jest jednocześnie „posiadaniem niedostatku”, zawsze przecież można wyobrazić sobie, że mogę mieć więcej, mocniej i lepiej.

Gdybyśmy zatem chcieli w pełni przygotować się na paruzję, to należałoby z całą mocą zadbać o własną wolę, rozum i pamięć, a uchronimy się przed kardiologiczną ociężałością.

Podobne artykuły