Szczęście w nieszczęściu

facebook twitter

19-07-2019

Po raz kolejny miałem okazję zagłębić się w historię Tobiasza i jego syna, która pokazuje, że nawet w największym nieszczęściu człowiek może odnaleźć prawdziwe szczęście. Ten krótki komentarz jest przede wszystkim osobistą refleksją nad historią starszego Tobiasza zwanego również Tobitem. Jego życie wyraźnie pokazuje, że bycie sprawiedliwym wcale nie oznacza wolności od trosk i zmartwień. Co więcej, często jest tak, że to sam Bóg kieruje naszym życiem w taki sposób, aby w każdym nieszczęściu odkryć prawdziwe szczęście, którym jest On sam.

Uprowadzony

Już na samym początku księgi dowiadujemy się, że Tobiasz pochodzi z pokolenia, które zostało uprowadzone przez Asyryjczyków do Niniwy. Wstęp prezentuje genealogię Tobiasza, która uświadamia nam, że jest to człowiek mocno zakorzeniony w historii Izraela. To właśnie tam są jego korzenie i do tego miejsca tęskni jego dusza. Tobiasz jest człowiekiem poczciwym i sprawiedliwym. Hojnie rozdaje jałmużnę i prowadzi życie głęboko religijne. Niestety jest on wyjątkiem spośród pozostałych rodaków, którzy znaleźli się w niewoli. Przypomina to dobrze znaną sytuacje wszystkich emigrantów, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowej kulturze lub zupełnie zapominają o swoich korzeniach. Inaczej jest z naszym bohaterem. Pobożność i tradycja przodków są dla niego fundamentem funkcjonowania w życiu. Stają się one wspomnieniem czasów, gdy mógł oddawać cześć Bogu w rodzinnych stronach. Z przejęciem opisuje, jak wyglądało jego życie i pielgrzymowanie do świątyni jerozolimskiej oraz w jaki sposób spełniał nakazy prawa. Ujawnia się w tym wspomnieniu dużo serdeczności i ufności, jaką Tobiasz darzył ubogich i pokrzywdzonych. Jego religijność nie była gołosłownym frazesem, ale znajdowała wyraz w konkretnych dziełach miłosierdzia. Z wielkim wzruszeniem opowiada, jak składał ofiarę kapłanom i lewitom oraz jak z własnej dobroci i hojności przekazywał więcej niż tego wymagało prawo.

Ten okres życia Tobiasza jest wielką lekcją także dla nas. W czasach dobrobytu i pomyślności często zapominamy o Bogu i hojności. Wydaje się nam, że wszystko, co posiadamy zwyczajnie nam się należało. Na wszystko przecież ciężko zapracowaliśmy. W takich momentach Bóg zaczyna być jedynie dodatkiem do życia, które wydzieramy sobie własnymi rękami. Postawa Tobiasza uczy nas, że w życiu człowieka ważne jest, aby żyć dla innych, a hojność może być świadectwem naszej wdzięczności względem dobrego Boga. Religijność pobudza nas do większego zaangażowania w sprawy bliźnich.

Tobiasz dzięki swojej hojności jest człowiekiem prawdziwie wolnym i szczęśliwym. Nie boi się, że utraci coś z tego, co chętnie oddaje. Dzięki temu możemy nazwać go człowiekiem sprawiedliwym i Bożym. Oddaje Stwórcy to, co się Mu słusznie należy, a jednocześnie realizuje Jego plany w stosunku do ludzi, którym pomaga. W ten sposób dokonuje ofiary z własnego życia. Wzrusza nas jego dobroć, empatia i wyrozumiałość. Uznanie rodzi w nas jego motywacja i chęć niesienia pomocy. Już nie tylko Bóg obdarza go błogosławieństwem, ale sam staje się błogosławieństwem dla innych. W jego czynach i współczuciu objawia się sam Miłosierny.

Wierność Tobiasza i oddanie się Bogu nie uchroniło go jednak od nieszczęścia, jakim było uprowadzenie z kraju rodzinnego. Być może właśnie ojczyzna była tym, czego Tobiasz nie chciał oddać i co bardzo obawiał się stracić. Być może przywiązanie do dzieł miłosierdzia, które pełnił stało się w pewnym sensie przeszkodą do dalszego rozwoju. Bóg postanowił odebrać mu rzecz najbardziej podstawową. Wystawił go na próbę, aby przekonać się, czy jego dobroć jest nieskazitelnie bezinteresowna. Nowe miejsce i nowa sytuacja mają ostatecznie oczyścić intencje Tobiasza i sprawdzić, czy wszystko co robił, rzeczywiście wykonywał ze względu na Boga.

W naszym życiu również możemy doświadczać takich sytuacji. Zdarza się bowiem, że mimo spokojnego i bogobojnego życia, jakie wiedziemy, nagle Bóg zaczyna żądać od nas czegoś więcej. Wystawia nas na próbę wierności i stawia znak zapytania przy naszym poczuciu sprawiedliwości i świętości. Biblia wielokrotnie wspomina o odzieraniu człowieka z tego, co dla niego najcenniejsze. Przykładem takich zdarzeń może być utrata kogoś bliskiego, porzucenie pracy, którą się kocha, nagła choroba czy wreszcie wiadomość o zbliżającej się śmierci.

Tobiasz pomyślnie przeszedł próbę. Nie zmienił swojego życia tylko ze względu na okoliczności. Dla niego stałość i wierność Bogu były nieodzownym elementem funkcjonowania w życiu. Na myśl przychodzą od razu słowa świętego Pawła, który mówi że nic nie może nas odłączyć od miłości Chrystusowej. Postawa Tobiasza uprowadzonego do niewoli jest zachętą dla nas, abyśmy nawet w największym ucisku i upokorzeniu pozostali wierni ideałom, w które wierzymy, a jednocześnie zachowali wiarę w to, że jesteśmy częścią Bożego planu.

Sierota i grabarz

Uprowadzenie do obcej ziemi to nie jedyna próba, jaką Bóg postawił przed Tobiaszem. Z tekstu dowiadujemy się, że od najmłodszych lat Tobiasz doświadczał cierpienia. W krótkim zdaniu wspomina, że jest sierotą, a jego ojciec zmarł, pozostawiając go samego z matką. Doświadczenie śmierci ojca jest doświadczeniem bolesnym dla każdego, kto w pamięci nosi obraz swojego taty. Ojciec jest obrazem Boga, w którego dziecko uczy się wierzyć. Odebranie ojca jest zatem próbą niezwykle bolesną i trudną. Rzutuje na całą przyszłość człowieka i stawia go przed trudnymi decyzjami. Sierota musi bowiem dokonać wyboru, w jaki sposób poradzić sobie w życiu. Może żyć w poczuciu ciągłej traumy lub odnaleźć prawdziwego Ojca, który jest obecny na stałe, a jednocześnie jest najlepszym wzorem ojca.

Prawie każdy z nas nosi w sobie wspomnienie o naszym ziemskim ojcu. Wspomnienia te mogą być różne: zarówno szczęśliwe, jak i bardzo tragiczne. Postawa ojca jednak zawsze mocno odciska się na duszy dziecka. Bez niego świat ma zupełnie inną wartość, życie bez taty wydaje się niepełne i przerażające. W życiu duchowym niesamowicie istotne jest to, aby na pewnym poziomie rozwoju odnaleźć ojca. Nie tylko swojego biologicznego ojca, ale także prawdziwego Ojca, którego poznajemy na drodze dziecięctwa Bożego. Bóg Ojciec staje się wtedy źródłem naszych motywacji i nadaje wartość naszej osobie i decyzjom, które podejmujemy. Ukryci w dłoniach prawdziwego Ojca możemy zacząć wypełniać Jego wolę i podążać ku świętości. Mamy bowiem poczucie, że nie jesteśmy w życiu sami.

Śmierć od samego początku towarzyszyła Tobiaszowi. Pewnie nie bez przyczyny z wielką troską chował on umarłych, a w jego duszy głęboko zapadły śmierć i pogrzeb własnego ojca. Brak szacunku dla ciała rodaków jest dla Tobiasza nie do zniesienia. To zaprzeczenie wszystkich jego wartości i tożsamości, którą przyniósł ze sobą do Niniwy. Jest w stanie narazić się na śmierć tylko po to, aby zachować swoją pamięć i tożsamość. Dla niego przekonanie i działanie łączą się w jeden akt, który nazwać możemy po prostu wiarą. W tym wszystkim nie chodzi jednak tylko o przykry obowiązek, ale o głębokie przeżycie żałoby po stracie najbliższych. Nie bez powodu we wszystkich cywilizacjach pochówek staje się pierwszym aktem religijnym, który zaczyna rodzić wiarę w to, że zmarli jednak żyją w innym świecie. Także każdy z nas ma prawo do żałoby i do tego, aby pożegnać swoich bliskich zmarłych. Zabronić komuś pochówku i żałoby wydaje się rzeczą nieludzką. Wreszcie każdy z nas ma prawo do tego, aby zmierzyć się ze śmiercią i wszystkimi jej skutkami. Obcowanie wśród umarłych ma jednak na celu przywrócenie nas do życia. Nie wystarczy żyć w świecie umarłych. Trzeba z wiarą oddać Bogu i żyć nadzieją na przyszłe zmartwychwstanie. Tylko takie grzebanie umarłych sprawi, że nie pogrążymy się w rozpaczy, ale – dzięki wierze – ze śmierci przejdziemy do życia.

W tym kontekście ważne jest, aby patrzeć na śmierć i przemijanie z Bożej perspektywy. Życie nasze nie jest życiem prawdziwym. To, co najlepsze czeka nas dopiero po śmierci. Ufność w to, że nasi najbliżsi są w rękach Boga, zdejmuje z nas jarzmo odpowiedzialności za cudzą śmierć. Powoduje, że cieszymy się z tego, że osoby, które kochamy są w bezpiecznym miejscu.

Ograbiony

Początkowo życie Tobiasza na wygnaniu nie wydaje się specjalnie trudne. Ma zapewniony byt materialny, a jego rodzina znajduje się blisko niego. Przychodzi jednak czas, kiedy ze względu na własne przekonania, Tobiasz traci cały swój majątek i z głębokim poczuciem skrzywdzenia wyznaje, że nie zostało mu już zupełnie nic.

Czasami troska o byt materialny wydaje się trochę niechrześcijańska. To nieprawda. Żyjemy w świecie materialnym i jesteśmy w znacznym stopniu zależni od niego. Co więcej, świat materialny ma nam pomagać w drodze do zbawienia. Ogołocenie z majątku to kolejna próba, którą Bóg stawia przed Tobiaszem. Nie ma już żadnych wątpliwości, że Bóg po raz kolejny popycha Tobiasza w kierunku zaufania. Tak jak biblijny Abraham, tak teraz Tobiasz, musi całkowicie zaufać. Nie ma tu miejsca na wątpliwości i brak wiary. Życie toczy się dalej, a wybór musi zostać dokonany. Pytaniem jednak pozostaje to, w jaki sposób popatrzymy na Boga w nowej sytuacji. Na szczęście Tobiasz nie rezygnuje z własnych przekonań i oddaje się Bogu całkowicie. Żyjąc biednie i płacząc nad własnym losem, daje Bogu świadectwo swojej wrażliwości i zgody na to, co Bóg postanowił.

Doświadczenie niedostatku jest dla każdego człowieka wchodzeniem w nieznane. Okazuje się bowiem, że niczego na ziemi nie posiadamy na stałe. Jest to zapowiedź wydarzeń, które dopiero nas spotkają, gdy śmierć ogołoci nas ze wszystkiego. Nie będzie miało znaczenia to, ile wokół rzeczy nagromadziliśmy i co zostawiliśmy innym. Będzie liczyło się tylko to, kim byliśmy. Cmentarze są pełne ludzi bogatych, którzy mimo dóbr materialnych nie zostawili na ziemi żadnego dobra. Na ich grobach nie płoną znicze. Są jednak także groby ludzi ubogich, na których zawsze ktoś położy świeże kwiaty i zapali znicz. Miarą człowieka jest bowiem to kim jest, a nie co posiada.

Zakończenie

Jak wiele tekstów biblijnych, tak i historia Tobiasza bardzo osobiście dotyka mojej duszy. Myślę, że każdy z nas w pewien sposób doświadcza tego, co przeżył ten bogobojny człowiek. Nie jest tajemnicą, że wszyscy możemy wskazać momenty, kiedy to Bóg wystawił nas na próbę i kiedy zażądał więcej, niż tego oczekiwaliśmy. W tym wszystkim jednak rodzi się wielka nadzieja na to, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie. Są bowiem sprawy, dla których warto żyć. Są także rzeczy, które sprawiają wrażenie wartościowych, a jednocześnie nie mogą dać nam prawdziwego szczęścia. Warto zatem rozejrzeć się dokoła i zadać pytanie: Dla jakich wartości żyję? Dla jakich wartości jestem w stanie oddać Bogu wszystko?