Układanka

facebook twitter

22-08-2019

Ktoś, kto chociaż raz próbował układać puzzle wie, że najtrudniej jest z widokiem wody i nieba. Trzeba się czasem mocno namęczyć, by w określone miejsce trafić z określonym kawałkiem. O tym, że się trafiło informuje łatwość, z jaką ten kawałek wpasowuje się w całość. Nic wtedy nie wystaje, nie wybrzusza się, nie trzeba się z tym mocować i wszystko wygląda ślicznie.

Wiele spraw i rzeczy ma swoje miejsce. Upychanie tam na siłę czego innego niż to, co się powinno znaleźć zazwyczaj kończy się fiaskiem.

Nie gra się marsza żałobnego na weselu i nie zakłada fraka na rodzinne spotkanie przy grillu. Nie rozgrywa się meczu na ruchliwej ulicy w centrum miasta, a skomplikowaną operację na otwartym sercu lepiej jest przeprowadzić w sterylnych warunkach szpitala niż na polu namiotowym. Sopranistka nie śpiewa partii wokalnych skomponowanych dla basów, a ktoś w kilkucentymetrowych szpilkach na nogach budzi zdziwienie na górskim szlaku.

Dopasowujemy się więc do sytuacji, czasu i miejsca, by nie ośmieszyć się, nie palnąć gafy albo nie siać zgorszenia. I jest to zrozumiałe. Nie da się ukryć, że trzeba sporo wiedzieć i umieć, by znać swoje miejsce.

Jednak każdy człowiek jakiś jest. Mówi o tym jego wygląd i osobowość.

Mamy różne talenty, zdolności i umiejętności. Jednego cechuje to, innego tamto. To, co dla kogoś jest jak bułka z masłem, drugiemu może przysparzać nie lada trudności. Czasem komuś z czymś pod górkę, a innemu w tym samym obszarze z górki.

I tak, jak nie da się wcisnąć kawałka nieba na miejsce wody w puzzle, tak samo upychanie się w miejscu zupełnie nie dla mnie niesie ze sobą konsekwencje. Czasem jest to jedynie poczucie niedopasowania i dyskomfortu, ale może też być doświadczaniem nieustannego stresu i lęku – dygotu wewnętrznego, który człowieka nie opuszcza nawet we śnie i w końcu może doprowadzić do tragedii.

I czego ty się tak męczysz?, chciałoby się zapytać, ale się nie pyta, bo mało kto zastanawia się nad własnym, i innych, miejscem na ziemi. Zazwyczaj bowiem lecimy „z biegiem lat, z biegiem dni”, czyli życie samo nam leci, a my tylko pilnujemy, by nie wypaść z toru i w jednym kawałku dolecieć do celu.

Wtłaczamy się w klatki, by nie narazić się na podejrzenie o bycie kimś, co uparcie pod prąd albo w poprzek. Okrawamy wystające części, nie bacząc, że boli, bo przecież życie ma boleć, a przynajmniej nikt nie obiecywał, iż nie będzie. Oglądamy i czytamy to, co wszyscy oglądają i czytają. Klikamy tu czy tam, bo inni tak samo. Spędzamy wolny czas zgodnie z czyimś scenariuszem na udany wypoczynek. Nasze dzieci studiują tam, gdzie powinny, by nie usłyszeć „i co ty będziesz po tym robił?”. Wierzymy w jeden model na szczęśliwe i spełnione życie (miłość, zdrowie, pieniądze – kolejność w zależności od światopoglądu). Jesteśmy pełni stereotypów, a nasze życie określonych ram. I nawet nie zastanawiamy się czy rzeczywiście wspaniale jest być kalką kogoś, o kim jacyś niejasno sprecyzowani „wszyscy” mówią, że ma najlepszy pomysł na siebie i życie? Tylko czasem, od święta dopada nas refleksja gdzie i kiedy się pogubiliśmy.

Poznanie siebie, swoich mocnych i słabych stron, marzeń i pragnień, potrzeb i oczekiwań, czyli tego, co mimo pozorów różni jednego człowieka od drugiego i czyni nas dla siebie nawzajem interesującymi, zajmuje zazwyczaj sporo czasu. To proces, którego w dodatku nie sposób przyśpieszyć. A żyć trzeba. No to lecimy. I w pędzie zapominamy o sobie takim, jakim jestem naprawdę.

W ciągu życia nie sposób nie popełniać błędów i pomyłek. Nie uda się zawsze tylko po swojemu. Są przecież ludzie wokół nas, okoliczności takie czy inne i koleje losu.

Jednak warto szukać siebie w sobie, bo człowiek świadomy tego jest po prostu poukładany inaczej, ma więcej pokoju oraz poczucia sensu bycia i własnego życia. W dodatku trudniej mu o porównania, morderczą rywalizację, zazdrość i poczucie niskiej wartości, czyli w rezultacie łatwiej mu, i z nim, żyć.

Zgoda na własne ograniczenia przynosi niewymowną ulgę. Dostrzeżone talenty – radość i dumę. Świadomość, że jestem jakiś pozwala ujrzeć jak ważne jest moje istnienie.

Jak w puzzle – czeka na mnie, i tylko na mnie, określone miejsce. Ma mój kształt. Jeśli uda mi się tam trafić, stworzę razem z innymi, a nie w rywalizacji z nimi, całość, będąc jej integralną częścią. Wzbogacę sobą, swoim niepowtarzalnym kształtem. Stanę się darem.

Wszystko ma nie tylko swój czas, jak nas poucza Kohelet. Ma także swoje miejsce.

Wystarczy poszukać.