Żarłoczność

facebook twitter

08-07-2019

Moja znajoma rzuciła kiedyś nad kawką lekkie stwierdzenie, że nawet, jeśli zarabia się nieźle, to każdemu ciągle mało pieniędzy, więc „powiedz mi Basiu, dlaczego?”. A ja jej na to, także lekko, iż to z powodu naszej nieustannej żarłoczności – chcemy ciągle więcej i więcej. Potem nad tą kawką na dość długo zaległa cisza, bo obie popadłyśmy w głębokie zamyślenie.

Pragnienia. Jakże to ludzkie, by chcieć: czegoś, kogoś… W dodatku chcieć w kółko i na nowo, gdyż jak się już to coś czy tego kogoś ma, to pojawia się i narasta pragnienie, by mieć następne coś i kolejnego kogoś. Do utraty tchu. Czasem do szaleństwa, bo owo ludzkie chcenie bywa tak uparte i silne, że przesłania sobą wszystko, odbiera rozum, czyli realistyczne postrzeganie rzeczywistości i staje się uzależnieniem (nawet, jeśli tylko emocjonalnym).

Niebezpieczna sprawa te ludzkie pragnienia. Mogą nas wpędzić w kłopoty i nierzadko wpędzają. Jednak nie sposób wyobrazić sobie kogokolwiek, kto byłby ich pozbawiony. Bo, zresztą, nie o to chodzi, żeby nie chcieć, lecz o to, by chcieć mądrze i sensownie. Czyli – jak zawsze – chodzi o nasze decyzje. Czy polecę jak ćma za światłem za moimi pożądaniami, czy też, mając świadomość ich istnienia, włączę do działania rozum w nadziei, iż zapobiegnę tym samym katastrofie?

Czasem zadaję sobie pytanie czy naprawdę potrzebuję tego, co mi się zachciało mieć? Czy jest to niezbędne? W czym mi to pomoże? A w ogóle dlaczego mi się zachciało tego, co mi się zachciało? Który to już niebieski sweter w mojej szafie? A te buty są właściwie niemal takie same, jak te, które już mam, tyle że są nowe.

I może właśnie o to chodzi; o nowość. Nudzimy się szybciej niż byśmy chcieli. A nowość ma w sobie świeże pokłady nadziei na to, że tym razem będzie inaczej; lepiej, fajniej, ciekawiej, że się coś wydarzy, coś takiego, co wyrwie nas z nudy zwyczajności.

Pragnienia wiele o nas mówią. Dobrze jest się im przyjrzeć odważnie i z bliska. Bo może się okazać, że w sumie bez różnicy jaka nowość zaistnieje w naszym życiu. Chodzi bowiem jedynie o coś, co zajmie nam serce i umysł na tyle, by nie pamiętać jak niepoukładane mam życie, ile spraw i problemów nieporozwiązywanych, jak wiele w nim trudu i obowiązków, których szczerze z głębi serca nienawidzę.

Pragnienia jako ucieczka od życia? Brzmi dziwnie, ale… nawet sensownie. To szalone chcenie, w które czasem wpadamy ma swoje źródło w głębi nas, ma powód. Szukanie go nie jest zbyt nęcące. Jednak zajmę się tym. Może to samotność? Albo strach przed wyzwaniami, jakie niesie życie? Żal za straconymi bezpowrotnie szansami? Uciekająca młodość? Lęk przed starością i śmiercią? Świadomość własnej bezradności i niemocy? Przekonanie o własnej nieudolności i niewielkich talentach? Smutek niespełnienia? I pewnie jeszcze wiele, wiele innych problemów.

Łatwiej pragnąć i pragnąć niemal nieustannie, coraz więcej i więcej niż porządnie rozliczyć się z sobą samym. Łatwiej „pożreć” kolejną nowość w swoim życiu niż przyznać, że jest ono zwyczajne, że wiedzie je człowiek jakich wielu – taki, o którym często się mówi, iż jest „szary”. A określenie „szary człowiek” nie brzmi zbyt dobrze. Bo wartość mają błyskotki i kolory. Migają nam przed oczami barwne reklamy, obrazy ludzi i miejsc tak pięknych, że dech zapiera z wrażenia. Oto raj utracony! Kto go nie posiądzie już w tym życiu ten fajtłapa, niezdara i zwykły „szary człowiek”. Nudny tą swoją bezbarwnością. Nijaki.

Mieć w dużej ilości (także wrażeń), aż na gęsto, wspinając się ciągle na kolejne szczeble posiadania, staje się synonimem człowieka sukcesu. Mówi o wartości posiadacza.

Brzmi żałośnie? Nie dziwię się. Tak postrzegane życie, mimo pozorów kolorowej bajki, jest puste i żałosne z powodu zajmowania się w nim samym lukrem z powierzchni, tym co widoczne, bez posmakowania tortu. Żarłoczność jest więc nerwowa, pełna ukrytego lęku. Jest chaosem i próbą zapełnienia dziury w zębie gumą do żucia. Jest ułudą.

Przy czym zdecydowanie należy odróżnić ją od pragnień, które nosimy i nosić w sobie będziemy jak życie długie. Odróżnić jedno chcenie od drugiego. Bo można pragnąć dobra dla siebie i dla drugiego albo tylko chcieć mieć coś, co mnie wyniesie ponad tego drugiego, co poprawi mi (na chwilę!) nastrój. Można pragnąć miłości lub też chcieć kogoś, kto sprawi swoją obecnością, że już dłużej nie będę postrzegać siebie jako nieudacznika (zbyt młodego, zbyt starego czy zbyt brzydkiego na miłość). Można nosić w sobie pragnienie, by cieszyć się życiem i jego pięknem, ale można również chcieć mieć jak najwięcej, by się pokazać, zaistnieć, by odebrać nagrodę w postaci ulotnej sławy, podziwu i zazdrości innych, żeby zaleczyć kompleks niższości.

Na koniec więc jeszcze jedno pytanie: czego jesteś nieustannie głodny/a i spragniony/a?