Zasady

facebook twitter

02-10-2019

Grałem ostatnio z moim 5-letnim synkiem w piłkę nożną. W pewnym momencie syn nieco przeze mnie sprowokowany złapał piłkę w ręce. Natychmiast, niczym profesjonalny sędzia piłkarski, przerwałem grę, mówiąc donośnym, nieznoszącym sprzeciwu głosem „ręka!”. Syn miał nieco skonsternowaną minę. Z jednej strony czuł, że to, co zamierza zrobić, nie do końca jest zgodne z zasadami; z drugiej – miał chyba nadzieję, że mimo wszystko ujdzie mu płazem. „Tato, a nie możemy tak grać, że piłkę będziemy łapać w ręce i tak też będzie można strzelić gola?” – w końcu spytał. „Ależ możemy, jeśli tak chcesz” – odpowiedziałem. „Ale pamiętaj – to już nie będzie piłka nożna; to będzie taka nasza wymyślona gra, ale na pewno nie prawdziwy futbol”.

Często uważając się za katolików, nie do końca żyjemy w zgodzie z zasadami katolicyzmu. Może i stosujemy część z nich, ale nie wszystkie. Lubimy przymykać oko na przykazania, które w danej chwili nam nie pasują. Mamy wypracowane wprost genialne metody usprawiedliwienia siebie samych, gdy łamiemy ustalone przez Kościół reguły, z którymi jest nam nie po drodze.

Nikt nie lubi zasad. W pierwszej chwili wydaje się bowiem, że ograniczają wolność i swobodę. Ale czy jest tak na pewno? Zasady nie tylko regulują i porządkują pewien istotny zakres działań, ale bardzo często stanowią znaczący element TOŻSAMOŚCI danej grupy. Pytanie zatem, czy jeśli zachowujemy jedynie część z zasad, które obowiązują w Kościele, nadal jesteśmy katolikami? Jeśli chodzimy do kościoła, ale obgadujemy innych (nie jesteśmy miłosierni); czy jeśli modlimy się, ale żyjemy w nieślubnym związku; czy jeśli przystępujemy do sakramentów, ale kradniemy itd. – czy nadal jesteśmy katolikami? A może.. tak jak podczas mojego meczu z synem, wyznajemy „taką naszą wymyśloną religię”, ale nie prawdziwe chrześcijaństwo?

Kiedyś jeden z księży posługujących w naszej parafii bardzo lubił podczas homilii przytaczać opowieść o biednym wieśniaku, który na dworze króla podpatrzył, jak kucharz przygotowywał pyszny, wytworny tort. Zapamiętał dokładnie składniki i kolejność ich dodawania, po czym po powrocie do domu chciał wszystko powtórzyć tak, by i on mógł skosztować królewskiego deseru. Niestety, z braku produktów, musiał stosować tańsze substytuty: zamiast mąki pszennej – pełnoziarnistą; zamiast 10 jaj – jedynie 8 szt.; zamiast masła – margarynę; zamiast świeżego mleka – zsiadłe; zamiast drogich truskawek – mirabelki itd. W końcu, gdy tort był gotowy, wieśniaka rozpierał zachwyt, potrawa wyglądała bowiem tak samo jak na królewskiej uczcie. Nie mogąc się doczekać, podbiegł do talerza, skosztował deseru i… natychmiast wszystko wypluł, wydając jęk obrzydzenia. „Jak oni mogą jeść coś tak obrzydliwego?!” – zdziwił się. Morał: jeżeli w naszej wierze, wybieramy tylko to, co nam z niej pasuje, to nie będzie ta sama, prawdziwa wiara. Zmieniając „przepis”, jaki daje nam Bóg poprzez usta Kościoła, nie dziwmy się, jeśli finalny produkt będzie miał gorzki smak.

W życiu duchowym nie warto stosować substytutów; tańszych (czyt. łatwiejszych) zamienników, bo w ten sposób nigdy nam ono tak naprawdę nie zasmakuje. W wyznawaniu wiary, nie możemy zmieniać zasad, nawet jeśli nie wszystkie nam się podobają, bo będzie to wtedy jakaś wymyślona przez nas wiara, a nie ta jedyna prawdziwa.