Znowu Bogu coś obiecałeś?

Czytając „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do NMP” Ludwika Grinion de Montforta natrafiłem na ciekawy fragment, który opisuje historię mistyka niemieckiego z przełomu XIII i XIV wieku Henryka Suza. Mówiąc najkrócej, jest to opowiadanie o tym, że musimy brać odpowiedzialność za słowa, które wypowiadamy przed Bogiem i być świadomi własnej słabości we wszelkiego rodzaju zobowiązaniach.

Na samym początku należy zaznaczyć, że bł. Henryk Suzo to przedstawiciel nadreńskich mistyków i uczeń tak wielkich postaci jak Mistrz Eckhart i Jan Tauler. Wstąpił do szkoły dominikańskiej, gdzie odkrył źródła swojej duchowości i doświadczenia mistycznego. Jako cel swoich poszukiwań obrał posiadanie Przedwiecznej Mądrości. To salomonowe pragnienie stało się osią jego doświadczenia duchowego, które przekazał nam w swoich pismach.

Pewnego dnia postanowił, że  gotów jest dla Boga znieść wszelkiego rodzaju przeciwności, cierpienia i trudy. Powoływał się przy tym na wielką miłość, jaką pałał do Boga. Wszelkie przykre doświadczenia wydawały mu się jedynie potwierdzeniem uczucia, które odczuwał względem Przedwiecznej Mądrości. W pewnym momencie miał nawet stwierdzić, że nigdy (!) nie odstąpi od miłości, choćby miały spaść na niego doświadczenia, o których nawet świat nie słyszał. Prosił jednocześnie o wdzięczną odpowiedź Boga na jego ofiarę i poświęcenie, które tak wiele go kosztują. Kilka dni później, gdy był w podróży, wpadł w ręce zbójców, którzy pobili go i doprowadzili do takiego stanu, że ich samych zdjęła litość. Wtedy dopiero okazało się, ile warte są jego obietnice. Henryk popadł w „czarną melancholię”, czyli mówiąc językiem współczesnej psychologii, w depresję. Od razu zapomniał o obietnicy i postanowieniu, które powziął. Zaczął ze łzami w oczach rozmyślać nad tym, dlaczego Bóg tak sromotnie dotyka go cierpieniem. Pewnej nocy usłyszał głos, który czynił mu następujące wymówki: Oto nasz żołnierz, którzy przemierza góry, wspina się na skały, burzy twierdze, który zabija i tnie na kawałki wszystkich swoich wrogów, a potem nie ma odwagi, ani ramion, ani nóg w przeciwnościach. To lew w czasie pociechy i płochliwy jeleń w utrapieniu. Mądrość nie obdarza przyjaźnią takich tchórzy.

Historia ta pomaga mi w zrozumieniu, jak niewiele znaczą moje postanowienia. Bez pomocy Bożej nie jestem w stanie nic Bogu obiecać. Jeżeli dokonuję czegoś dobrego, to tylko dzięki Bogu jest to możliwe. Za każdym razem, kiedy idę do spowiedzi przypominam sobie historię Henryka Suza, która powstrzymuje mnie od górnolotnych obietnic po rozgrzeszeniu. Bogu niewiele mogę obiecać. Zasada jest prosta: Robić swoje. To, co złe jest moje. To, co dobre pochodzi od Boga. Amen.

Na podstawie:

L. Grinion de Montfort, Traktat o prawdziwym nabożeństwie do NMP, Warszawa 2008.

G. Thirot, Oeuvres mystiques du Bx Suso, Paris 1899 [w:] C. Richstätter, La vie. Horologium Sapientiae, Turyn 1929.

Photo by David Beale on Unsplash

Inne artykuły autora

O stoickich zasadach - komentarz

Praktykuję katolicki stoicyzm

Jakim pesymistą jesteś?