ARTYSTA – wirtuoz drewna

Jan Kikta nie chodził jeszcze do szkoły podstawowej, kiedy wystrugał figurki szachowe i swojemu rzeźbiarskiemu zamiłowaniu pozostaje wierny już od ponad 50 lat.

Ciągle pozostaje aktywny. W dorobku posiada tysiące prac i wiele z nich znajduje się dzisiaj w prywatnych kolekcjach oraz galeriach na terenie naszego kraju jak i poza jego granicami: Sydney, Nowy Jork, Londyn, Paryż. Drugie stałe miejsce poza Tyrawą, gdzie można oglądać jego dzieła, to łączka-placyk po starym kościele w Przysietnicy, gdzie znajdują się drewniane płaskorzeźby przedstawiające tajemnice różańcowe jego autorstwa. Twórca nie chodził do żadnych szkół artystycznych, to autentyczny rzeźbiarz samouk, zakorzeniony „genetycznie” w drewnie, w rodzinnych Górach Słonnych i Bieszczadach. Znawcy podkreślają jego umiejętności techniczne, ponieważ  oprócz ulubionej i podatnej na przekształcenia lipy nie unika innych gatunków drewna, nawet iglastych – sosny, jodły, modrzewia. Bez wątpienia posiada swój indywidualny styl – rzeźbi prosto, zwyczajnie, pięknie, delikatnie i „miękko”. Czasem bawi się stylizacją i nawiązaniem do egzotyki, na przykład seria drewnianych masek rytualnych inspirujących się sztuką afrykańską.  Dwa najważniejsze kręgi tematyczne to: (1) aniołowie i szeroko potraktowana duchowość, (2) przyroda i świat zwierzęcy małej bieszczadzkiej ojczyzny – podpatrywane od dzieciństwa, a później podczas wycieczkach rowerowych. W sumie tworzy to niepowtarzalny konglomerat biblijno-baśniowo-mitologicznych opowieści. Są aniołowie i święci, ale także ptaki, kozły i wiewiórki – sacrum i profanum.  Jest także Jan Kikta poetą i muzykiem-akordeonistą. Potrafi  wydobyć z drewnianego kloca lub foszta – jak każdy dobry rzeźbiarz – to, co dyktuje mu wyobraźnia, a jego wewnętrzny wzrok widzi już „kształt ostatni”. Usuwa z kloca niepotrzebną, skorupę odsłaniającą duchowy rdzeń, te rzeźby to jego dzieci. Oto jak mówi o nim inny artysta drewna: „Wykazuje świetną znajomość materiału. Proszę zwrócić uwagę na układ słojów. On rzeźbi pięknie, prosto, ładnie. Kiedyś powiedział mi: «W sercu słoja bije moje serce i serce tego, który dał mi ten dar»”.

Inne artykuły autora

Pasja kalwaryjska

Pieśń słoneczna albo pochwała stworzeń (II)

Biedaczyna z Asyżu i Pieśń słoneczna (I)