Bliżej Baranka

Potem ujrzałem: a oto Baranek stojący na górze Syjon, a z Nim sto czterdzieści cztery tysiące, mające imię Jego i imię Jego Ojca wypisane na czołach. I usłyszałem z nieba głos jakby głos mnogich wód i jakby głos wielkiego gromu. A głos, który usłyszałem, brzmiał jak gdyby harfiarze uderzali w swe harfy. I śpiewają jakby pieśń nową przed tronem i przed czterema Zwierzętami, i przed Starcami: a nikt tej pieśni nie mógł się nauczyć prócz stu czterdziestu czterech tysięcy - wykupionych z ziemi. To ci, którzy z kobietami się nie splamili: bo są dziewicami; ci, którzy Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie; ci spośród ludzi zostali wykupieni na pierwociny dla Boga i dla Baranka, a w ustach ich kłamstwa nie znaleziono: są nienaganni.

W mojej wyobraźni rysuje się obraz wzgórza całkowicie zajętego przez tłum. Tłum ludzi szczęśliwych – błogosławionych. Promieniują duchowym blaskiem. Z ich oczu bije pokój i mądrość. Na samym szczycie Jezus. Łagodny i potulny jak baranek. Każdy chciałby przy Nim być i przytulić się do Niego. Powiedzieć mu wszystko, co leży na sercu i z radością wsłuchiwać się w każde Jego słowo.

Cieszę się, bo oprócz Jezusa widzę wyżej także tych, którzy kochają.

Jednocześnie przychodzi mi myśl, że skoro tłum jest tak wielki (144 000 oznacza po prostu „mnóstwo”) to w naturalny sposób musi wytworzyć się jakaś hierarchia. Jedni są bliżej, drudzy dalej. Taki jest porządek tego świata. Jednocześnie nikt nie czuje się pokrzywdzony. Przy Baranku ważniejsze jest „być” niż „mieć”. Wszyscy są napełnieni łaską zgodnie ze swoim powołaniem. Na koniec wyobrażam sobie siebie pośród tego tłumu. Raczej u podnóża niż na szczycie. Cieszę się, bo oprócz Jezusa widzę wyżej także tych, którzy kochają. Dzielę z nimi ich szczęściem.

Inne artykuły autora

Kto nie lubi Kościoła?

Pod słońcem szatana

Lubię ks. Sopoćkę