Czas zarazy - czas miłosierdzia

W 1872 roku Polskę nawiedziła zaraza cholery, która dziesiątkowała mieszkańców. Przemyśla, 40. tysięcznego miasta, nie ominęła. Ksiądz Bronisław zamykał się w olbrzymich lazaretach kamienic i osiedli dotkniętych zarazą, służąc chorym.

Nadchodził już wieczór, kiedy ksiądz Bronisław wracał na plebanię w Przemyślu. Szedł powoli, jakby miał uwiązane kamienie u stóp. Po ludzku sądząc, na niewiele się zdały wysiłki mające na celu przyjście z pomocą chorym i biednym. Ale nie szczędził trudu, by udzielić im sakramentów świętych i przyjść im z pomocą. Tu i ówdzie zostawił lekarstwa. Sceny, jakie widział w domach, powróciły z taką siłą, że się wzdrygał. A w głowie kotłowały się obrazy z okrutnymi szczegółami, jakie pozostawiała szalejąca epidemia cholery.

Zatrzymał się przed drzwiami katedry i rozejrzał dookoła. Ani żywego ducha. „Zamknięte” – przeczytał z uwagą i wzruszeniem ogłoszenie napisane wapnem na drzwiach. Hmm... „świątynia jest zamknięta, ale Kościół – nie” – pomyślał. Po Rynku i po ulicach nie biegają dzieci, ale czekają w podwórkach domowych, by otrzymać błogosławieństwo i smakołyki. Do konfesjonału nikt się nie zbliża, ale wielu czeka w domach na rozgrzeszenie. Nie urządza się procesji, ale... – w tym momencie z przyległej kamienicy doleciał do niego śpiew: „Wszystkie nasze dzienne sprawy przyjm litośnie, Boże prawy”.

Słowa pieśni dodały mu otuchy, a pojawiające się przemyślenia przerodziły się w krótką, gorliwą modlitwę: „Panie, otom ja, twój sługa. Bądź wola Twoja. Rozporządzaj mną i wszystkim, co do mnie należy, jak Ci się podoba; na wszystko się zgadzam. Sam ze siebie nic nie mogę. Jestem narzędziem w Twoim ręku. Uczynię wszystko, co tylko mogę”.

 

Inne artykuły autora

Złodziejaszek

Dobry opiekun

 Ksiądz, który przyjechał, by opiekować się dziećmi