Małe słowo, a cieszy!

Kontakt ze Słowem Bożym nie zawsze musi oznaczać żmudne przesiadywanie i medytowanie rozległego tekstu biblijnego. Czasami wystarczy wręcz przypadkowe potknięcie się o „kamień Słowa”, aby doświadczyć głębokiej łaski pocieszenia duchowego i odkryć, że Bóg lubi posługiwać się drobnostkami. Tak było w moim przypadku w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego.

Zdarza się, że słyszę czasami narzekanie na monotonność modlitwy brewiarzowej. Niektórzy nawet twierdzą, że pożyteczniejsze byłoby poświęcenie tego czasu na medytację i kontemplację ewangeliczną fragmentów liturgicznych z danego dnia. Zapominają jednak o tym, że przecież w praktyce brewiarz jest modlitwą Słowem Bożym (psalmy, czytania, hymny i pieśni zaczerpnięte są w większości z Pisma Świętego). Monotonia brewiarza wynika bardziej z dyscypliny duchowej niż z „niedoskonałości” tekstów. Przekonałem się o tym odmawiając jedną z godzin liturgicznych i doświadczając niesamowitej obecności Boga we fragmencie, który był mi znany wcześniej i który wielokrotnie rozważałem w czasie medytacji i lectio divina. Mowa o fragmencie Ap 22,5: „I odtąd już nocy nie będzie”.

To krótkie zdanie (wyrwane z kontekstu) zachowało swoją moc, której musiałem ulec. Wewnętrznie ucieszyłem się z obietnicy, że przyjdzie taki czas w Nowym Świecie Chrystusa, gdy nocy naprawdę już nie będzie. Każdy z nas w dzieciństwie bał się ciemności i zła, które się za nią kryło. Później wyrośliśmy z tych lęków, jednak noc nadal pozostaje z nami jako czas, w którym raczej warto smacznie spać niż z niego korzystać (chociaż co do tej tezy mam pewne wątpliwości widząc nocne życie niektórych dusz). Noc od zawsze była czasem działania złego i sił przeciwnych Jezusowi. Odnowiona Ziemia nie będzie znała nocy, a to znaczy, że ustąpią jedne z naszych najbardziej pierwotnych lęków. W świetle dnia zobaczymy to, co skrywane było w ciemnościach. Ucieszymy się z promieni Bożych, jak przyroda z wiosennego słońca. Nie będzie z nami zła, które jest powodem tylu nieszczęść tu na ziemi. Zapomnimy czym jest cierpienie i jakie są skutki grzechu. Będziemy w stu procentach szczęśliwi i wolni. Naszą odpowiedzią na to będzie hymn, który wyśpiewamy Bogu razem z aniołami.

Wiem, że doświadczenie, które opisuję jest osobiste i nie każdego w ten sam sposób może poruszać. Chcę jednak przez to świadectwo dać dowód tego, że Słowo Boże jest mądrzejsze niż myślimy: wybiera takie czasy i miejsca, których się nie spodziewamy. Nawet jednym słowem (żeby nie powiedzieć: „jedną jotą”) może głęboko dotknąć serce człowieka i dokonywać w nim rzeczy zdumiewających.

Inne artykuły autora

Droga miłości i droga sprawiedliwości

Idzie, aby królować

Nie opinia, ale sumienie