Nikt nie pozna twojej tajemnicy

Każdy ma za sobą jakąś przeszłość. Są w niej momenty chwalebne i takie, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Przeszłość ma również w sobie moc, dzięki naszej pamięci, z której rodzi się doświadczenie. Dla wielu godzenie się z własną przeszłością to wyjątkowo trudne przeżycie. Czy można sobie poradzić z przeszłością i jak to zrobić?

Większość pasyjnych kazań, które w życiu usłyszałem, odnosiła się do ważnej prawdy o tym, że Jezus na krzyżu umiera za moje grzechy. Jest to stwierdzenie tak często powtarzane, że mimo swojej głębi, może wydawać się truizmem. Za każdym razem, gdy słyszałem te słowa, trafiały one do mojego serca, ale też wydawały się trochę abstrakcyjne i wyświechtane. Budziły raczej poczucie winy wobec popełnionych grzechów niż radość z tego, że Jezus zabrał je ode mnie, a przecież to właśnie ten drugi aspekt był wypełnieniem Bożego planu. Jezus umiera na krzyżu, abym nie nosił na sobie krzyża, którego żaden człowiek nie mógł udźwignąć, bo przecież, jak mówi św. Paweł, wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej. Krzyż Jezusa i Jego męka powinny być zatem powodem do wewnętrznej radości i zbawczego uwolnienia z jarzma, które sami sobie nałożyliśmy.

Tak rodzi się również nadzieja, co do przeszłości i grzechów, które w niej popełnialiśmy. Prawda o „zabieraniu grzechów” swój najpiękniejszy wymiar objawia w sakramencie spowiedzi. Oddając Jezusowi swoje winy z przeszłości, nie tylko mam je darowane, ale dzieje się również coś zupełnie niepojętego. Bóg zapomina o mojej przeszłości i o moim grzechu. Zaczynam życie tak, jakbym narodził się na nowo. Bez bagażu grzechów. Krew Jezusa zakrywa je i w tajemnicy odkupienia wymazane zostaje zło, którego się dopuściłem. Pozostaje tylko (i może aż) naprawienie jego skutków i postanowienie poprawy. Nikt więcej nie usłyszy o moich przebaczonych winach. Bóg mi ich nie wypomni, ani nie wyliczy w bezdusznym tonie zaraz po śmierci. Pozostaną one w mojej pamięci jedynie jako znak otrzymanego przebaczenia i miłosierdzia. Staną się prawdziwym misterium iniqitatis (tajemnicą nieprawości), a to oznacza, że także w tym przypadku Bóg zachowa tajemnicę i dyskrecję. Mówiąc językiem św. Jana: nad krainą mroku wzejdzie wtedy światłość wielka, która oświeca każdego człowieka, który na świat przychodzi. Bóg okaże się większy niż grzech i jego skutki. Nie pozostanie wtedy nic innego, jak w postawie wdzięczności przebaczyć sobie odpuszczone przez Boga grzechy.

Inne artykuły autora

Lubię ks. Sopoćkę

Godność