Święty Krzysztof był odrażający!

Legendarna historia o św. Krzysztofie jest wszystkim dobrze znana. Od razu przypomina nam się scena, w której rosły mężczyzna bierze na ramiona małe dziecko i przenosi je na drugą stronę rzeki. Jest jednak w tej historii wątek, o którym mało kto pamięta, a który może być wielką lekcją dla współczesnego mężczyzny.

Średniowieczne opowiadania przekazują, że przed swoim chrztem Krzysztof nosił inne imię. Brzmiało ono Reprobus i znaczyło „odrażający”. Zostało mu nadane ze względu na deformację głowy naszego bohatera. Mimo ułomności Reprobus miał w sobie jednak pewną szczególną zaletę. Był niezwykle silny. Z tego powodu postanowił służyć najsilniejszym panom na ziemi. Zaczął od króla rodzinnej krainy, a skończył na samym szatanie. Jednak nawet szatan okazał się za słaby, bo lękał się Chrystusa i dlatego Reprobus postanowił odnaleźć Go i służyć mu bezgranicznie. Dalsza historia jest już dobrze znana. To opowiadanie może nam uświadomić pewną fundamentalną zasadę. Mężczyzna bez Chrystusa nie jest do końca sobą.

Na czym zatem polega prawdziwa męskość, którą reprezentuje Krzysztof? Po pierwsze, mężczyzna to ktoś, kto bierze odpowiedzialność za słabszych od siebie. Krzysztof odnalazł w sobie pragnienie służby, które ostatecznie położyło na jego barki wielką odpowiedzialność. Miał zaszczyt nieść samego Chrystusa. Co więcej, był to Chrystus pod postacią dziecka. Musiał zatem zachować się jak prawdziwy ojciec, który z poświęceniem przeprowadza i wprowadza syna w trudy życia. Nie ucieka od odpowiedzialności, ale żyje z poczuciem misji, którą ma do spełnienia. Nie żyje tylko dla siebie. Daleki jest od egoizmu. Dzięki temu przestaje być zwykłym przewoźnikiem, ale zasługuje na miano opiekuna i czułego ojca.

Po drugie, przeszłość Krzysztofa pokazuje, że mężczyzna, który nie poznał Chrystusa i nie oddał się na służbę u Niego, zawsze będzie reprobusem (kimś budzącym odrazę). Nie chodzi tutaj o to, że Krzysztof był fizycznie brzydki, ale o to, że brak wewnętrznej akceptacji skłonił go do służenia szatanowi. Mężczyzna pozbawiony odpowiedzialności za innych i żyjący egoistycznie nigdy się nie rozwinie i zawsze będzie nienasycony. Będzie szukał, ale nie będzie znajdywał. Egoizm i męska duma zablokują jego wewnętrzny rozwój i to, co mogłoby posłużyć do budowania dobra, posłuży do niszczenia. Taki mężczyzna będzie budził odrazę, bo wszystko czego się dotknie, prędzej czy później, legnie w gruzach (związek, rodzina, kariera).

Dzisiejszy męski świat gubi się zarówno w braniu odpowiedzialności, jak i w wybieraniu Chrystusa na pana. Ideał kreowany przez wielu to mężczyzna niezależny, wyalienowany, egotyczny, a co za tym idzie, całkowicie samotny. Być może nawiązuje jakieś relacje, ale w żadnej z nich nie bierze odpowiedzialności za drugą osobę (matkę, żonę, dziecko). Taka postawa zamyka mężczyzn na rozwój i powoduje, że często mamy do czynienia z dużymi dziećmi. Powołanie chrześcijańskiego mężczyzny skłania do podjęcia trudu i stanowczego opowiedzenia się za dobrem. Tylko w tak sposób mężczyzna może odnaleźć swoją tożsamość i powołanie do świętości. Obyśmy wspominając świętego Krzysztofa, umieli dokonać tego, co można nazwać jego drogą do świętości i męskości.

Inne artykuły autora

Piekło zamarzło

Serce matki

Kiedy życie da ci popalić