KAZANIE PASYJNE (5) – Dziś ze mną będziesz w raju

facebook twitter

Nie pozwolono Jezusowi spokojnie umierać. U stóp krzyża mieszały się słowa i okrzyki: drwiny, bluźnierstwa i prowokacje. Z tym targowiskiem złości i głupoty kontrastowały słowa, które dochodziły z krzyża. Były nieliczne, ale głębokie i pełne godności. Były to słowa nie tylko Jezusa. Oto jeden z ukrzyżowanych złoczyńców zasłużył sobie, aby jego wypowiedź przeszła do historii ludzkości. Ten człowiek dał świadectwo prawdzie: „My odbieramy słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił” (Łk 23, 41). Do tego wyznania dodał wzruszającą prośbę: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (Łk 23, 42).

Skąd te słowa na ustach łotra? W którym momencie dokonała się w nim taka przemiana? Może już w czasie drogi krzyżowej zwrócił uwagę na Jezusa i Jego zachowanie; na godność, z jaką znosił On tortury fizyczne i duchowe? A może poruszyły łotra wypowiedziane przed chwilą słowa Jezusa: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Człowiek nie może znieść poczucia winy, jak długo nie widzi możliwości jej odpuszczenia. Kardynał J. Ratzinger napisał kiedyś: „Prawdę o sobie, prawdę o winie, człowiek potrafi znieść tylko wtedy, kiedy spotka się z nową, większą prawdą, prawdą Bożą, która nazywa się: przebaczenie”.

W historii Dobrego Łotra spełniała się Jezusowa przypowieść o robotnikach najętych do pracy w winnicy. Wszyscy oni otrzymali po jednym denarze zapłaty: i ci najęci z samego rana, i ci, którzy załapali się do pracy dopiero wieczorem i przepracowali tylko godzinę. Po ludzku to niesprawiedliwe. Dlatego ci, którzy przepracowali cały dzień w skwarze, domagają się większej zapłaty. Właściciel winnicy odpowiada protestującemu robotnikowi: „Przyjacielu! Nie krzywdzę cię. Czy nie umówiłeś się ze mną o jednego denara? Weź więc swoją zapłatę i odejdź. Chcę zapłacić temu ostatniemu tyle samo, co tobie. Czy nie mogę uczynić ze swoją własnością tego, co chcę? Dlaczego patrzysz zazdrosnym okiem na to, że jestem dobry?” (Mt 20,13-15).

Przyznajmy to szczerze. Wcale nie podoba się nam sytuacja, gdy za różną pracę właściciel winnicy daje taką samą zapłatę. Czy nie za łatwo dostał się do nieba Dobry Łotr? Czy po to staramy się żyć uczciwie, pracujemy, męczymy się, cierpimy, by w ostatecznym rozliczeniu zostać zrównanymi z jakimś nawróconym rzezimieszkiem? Ewangelia bywa bulwersująca. Wywraca wiele ustalonych reguł. Burzy porządek naszego myślenia. „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (Mt 20,16). W niebie spotkamy także złodzieja czy nawet mordercę.

Krzyż Jezusa obnaża wiele ukrytych ciemności, do których sami przed sobą nie chcemy się przyznać. Egoizm, zazdrość i zawiść, ukryte są często za fasadą domagania się sprawiedliwości. Tak zwana walka o sprawiedliwość bywa w istocie walką o więcej dla siebie! Domaganie się sprawiedliwej kary bywa podszyte pragnieniem zemsty, rewanżu, satysfakcji, że ktoś dostał wreszcie za swoje. Nieraz takiej właśnie sprawiedliwości oczekujemy od samego Boga! Jednak myśli Jego nie są myślami naszymi.

Nie zazdrośćmy Dobremu Łotrowi, niech nas nie oburza Boże miłosierdzie. Niebo jest nade wszystko darem Boga. Jeżeli postrzegamy wieczne szczęście przede wszystkim jako nagrodę za dobre sprawowanie, popełniamy błąd. Wchodzimy wtedy w logikę handlu: „Ja Ci Boże daję tyle, a Ty mi za to dasz tyle”. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że to mi się właściwie należy. Zaczniemy jak pracownicy winnicy targować się z Bogiem o swoje.

Prawda jest taka, że nic mi się nie należy. Niebo, powtórzmy to raz jeszcze, jest nade wszystko łaską – łaską miłości darowanej człowiekowi przez Boga. Ta łaska została nam dana przez Chrystusa. On otworzył nam niebo przez swoją śmierć i swoje zmartwychwstanie. Niebo jest łaską wspólnoty z Chrystusem, być w niebie oznacza być z Chrystusem. Ewangeliczny denar, zapłata za pracę w winnicy to nic innego jak właśnie miłość Boga podarowana nam w Chrystusie. A On kocha każdą i każdego całą mocą swojej miłości. Daje siebie całkowicie. Miłości nie da się przeliczać na pieniądze. W miłości nie ma handlu, nie ma targowania się, kto komu ile dał, czy ile komu się należy. Miłość daje po prostu wszystko. Tak właśnie kocha Bóg.

Nie wyciągajmy stąd wniosku, że nasze uczynki są nieważne. Wiara bez uczynków byłaby martwa. Dobry Łotr uznał własny grzech i zawierzył siebie Jezusowi – „Wspomnij na mnie”. To był jego największy uczynek. Tyle wystarczyło. Każdy z nas ma historię swojej wiary, ma swoją drogę do nieba. Niebo jest w tym sensie nagrodą, otrzyma ją każdy, kto wejdzie na tę drogę, nawet w ostatniej chwili. Podstawowe drogowskazy są dwa: pokorne uznanie grzechu i całkowite zdanie się na miłosierdzie Boga. Niebo jest niepowtarzalną wspólnotą z Bogiem, komunią z Chrystusem. Ta wspólnota zaczyna się tu na ziemi, tu wyrasta, dojrzewa. Nasze dobre uczynki są zawsze odpowiedzią na Bożą miłość. Jego miłość jest zawsze pierwsza.

Słowa Jezusa do Dobrego Łotra pokazują dobitnie prawdę, że dla Boga nigdy nie jest za późno. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma ludzi przegranych. Nie ma takiego dna, z którego Chrystus nie mógłby wyciągnąć człowieka. Prawosławny teolog Paul Evdokimov pisze: „Niezależnie od tego, jak głębokie jest piekło, w którym ludzie się znajdują, jeszcze głębiej znajduje się oczekujący Chrystus. Tym czego wymaga od człowieka nie jest cnota, moralizm, ślepe posłuszeństwo, ale krzyk zaufania i miłości z głębin jego piekła. Człowiek nie powinien nigdy popadać w rozpacz, może wpadać tylko w Boga, a Bóg nie rozpacza nigdy”.

Słowa Jezusa wypowiedziane do nawróconego łajdaka pobudzają do refleksji o tym, jak często przekreślamy innych ludzi. Nieraz już sam wygląd sprawia, że myślę o kimś, jeśli nie z pogardą, to przynajmniej z lekceważeniem. Ilu ludzi ja sam uważam za przegranych? Ile razy powiedziałem komuś: „Nie masz szans, nie uda ci się, daj sobie spokój”. Ile razy moje docinki, żarty, kpiny, szyderstwo zabiły w kimś nadzieję? Zwróćmy uwagę, Jezus mówi: „Będziesz ze mną”. Akcentuje prawdę o relacji z człowiekiem, o więzi. Jestem z tobą i pozostanę z tobą, wyprowadzę cię z tego dna. Naśladować Jezusa, oznacza więc budować więzi z tymi, którzy po ludzku przegrali. Nie da się tego robić w białych rękawiczkach, z bezpiecznego dystansu. Trzeba zejść na poziom odtrąconych, osądzonych, wyrzuconych na margines. Sam jest sobie winien, zasłużył, itd.? Być może tak, być może nie miał tych szans, co ty. To wszystko jednak nie ma znaczenia. Nie miało znaczenia dla Jezusa. Dla Niego liczyło się tylko to, że człowiek na dnie nadał sygnał SOS. Wokół nas żyje wielu łotrów. Mogą odrzucić podaną dłoń, to prawda. Jak ów drugi łotr. Ale tego nie można z góry zakładać, tego nikt z nas nie wie. Do nas, uczniów Jezusa należy próbować dotrzeć do nich ze współczuciem, z nadzieją, z obecnością, ze słowem: jestem z tobą, możesz wygrać jeszcze swoje życie.

Bywa i tak, że człowiek przekreśla sam siebie. Że sam na siebie wydaje wyrok skazujący. Powodów może być wiele. Cierpienie ponad siły, utrwalony grzech, nałóg, brak miłości, samotność nie do wytrzymania. Kiedy lecisz na dno, pamiętaj, że nie jesteś sam. Jezus jest z tobą, przybity do krzyża obok. Właśnie dlatego współcierpiący, aby mógł nieść ci pomoc. Wystarczy tylko spojrzeć na Niego, wyszeptać: Jezu, ratuj!

Ta chwila stosowna dla spotkania z Bożą łaską, to chwila po ludzku najgorsza, przeklęta. Chwila, w której ludzka pycha zostaje starta, kiedy człowiek sam nie potrafi już nic. Wtedy zostaje tylko Chrystus, czyli niebo się otwiera.

Apostołka miłosierdzia Bożego, św. s. Faustyna Kowalska, upowszechniła akt strzelisty: „Jezu, ufam Tobie”. Jak bardzo podobny jest do owego wezwania: „Jezu, wspomnij na mnie!”. Ale jak trudno posłużyć się tym wezwaniem właściwie. Człowiek mówiąc: „Jezu, ufam Tobie”, myśli na ogół o swoich rzekomych zasługach: przecież ja tyle cierpiałem, taki byłem uczciwy, tyle przebaczałem, tyle ustępowałem – więc ufam, że mi to będzie policzone. Taki człowiek mówi: „Jezu, ufam Tobie”, ale myśli: ufam sobie. To nie jest ufność w miłosierdzie, ale żądanie sprawiedliwości. A żądanie sprawiedliwości to niebezpieczna rzecz.

Prawdziwym aktem zaufania będzie pomyśleć jak ów złoczyńca: Jezu, ufam Tobie i tylko Tobie, bo jestem grzeszny i słaby, a Ty jesteś świętością i miłością. Zasługuję na karę, bo sam z siebie byłem zdolny tylko Cię obrażać i zdradzać, a Ty ciągle świadczyłeś mi cierpliwość i przebaczenie. I dlatego ufam Tobie! Wspomnij na mnie! Amen.

Podobne artykuły