SZCZERA SPOWIEDŹ – czyli powrót do domu

facebook twitter

Wiem, że sporo osób nie lubi prawniczego stylu wypowiedzi, a w przypadku Kościoła – to już w ogóle... Ale zaryzykuję... W Kodeksie Prawa Kanonicznego czytamy: „Wierny jest obowiązany wyznać co do liczby i rodzaju wszelkie grzechy ciężkie popełnione po chrzcie, a jeszcze przez władzę kluczy Kościoła bezpośrednio nieodpuszczone i niewyznane w indywidualnej spowiedzi, które sobie przypomina po dokładnym rachunku sumienia. Zaleca się wiernym, by wyznawali także grzechy powszednie” (KPK, kan. 988).

Szczera spowiedź zakłada dwa elementy: szczerość i wyznanie grzechów. Szczerość to zgodne z wcześniej przeprowadzonym rachunkiem sumienia wyznanie swoich grzechów, bez zatajania czegokolwiek. W wypadku zapomnienia któregoś grzechu ze względu na stres lub pośpiech, jeśli przypomni się później, należy wymienić go na kolejnej spowiedzi. Ten grzech zostaje odpuszczony, gdy – podkreślam – było to rzeczywiste zapomnienie. Wtedy warunek szczerości jest spełniony. Nie spełnia go jedynie umyślne zatajenie.

Drugi element to wyznanie grzechów. Tu następuje spotkanie z kapłanem, który w imieniu Chrystusa i Kościoła został upoważniony do sprawowania sakramentu pokuty.

Każdy spowiada się najczęściej według formuły, której się kiedyś nauczył. Spowiedzi świętej uczyli nas różni księża i katecheci, stąd pojawiają się różne formuły i nie ma w tym nic dziwnego. Ksiądz zdaje sobie z tego sprawę. Zawsze powinny mieć miejsce: znak krzyża, przedstawienie się, wyznanie grzechów, wysłuchanie pouczenia i rozgrzeszenia. Zatrzymam się na chwilę nad przedstawieniem się, niestety często zaniedbywanym.

Nie chodzi tu o przedstawianie się z imienia i nazwiska, lecz o ogólne zarysowanie swojej sytuacji życiowej. Oczywiście, bez dyktowania całego CV. Należy krótko podać swój stan cywilny, powiedzieć, czym się zajmuję na co dzień, jeśli trzeba, bardzo krótko opisać sytuację rodzinną, np. jestem ojcem, matką, wdową, studentem.... Jest to potrzebne, aby kapłan mógł udzielić nauki adekwatnej do stanu i sytuacji penitenta. Następnie należy powiedzieć, kiedy miała miejsce ostatnie spowiedź, czy otrzymałem rozgrzeszenie oraz czy wypełniłem pokutę. Jeśli to jest spowiedź okolicznościowa, rodzica chrzestnego, czy spowiedź przedślubna też należy o tym wspomnieć.

Po wyznaniu grzechów, obietnicy poprawy i poproszeniu o rozgrzeszenie następuje nauka, której udziela spowiednik. Zasadniczo rzecz biorąc, nauka kapłana podczas spowiedzi jest czymś dodatkowym. Nie należy do istoty sakramentu. Nie należy zatem dziwić się, gdy jej nie usłyszymy. Zawsze jednak kapłan stara się powiedzieć kilka słów, tym bardziej, gdy usłyszy w zakończeniu spowiedzi: „Proszę o naukę”. Kapłan zwróci się do wiernego z jakimś słowem, jeśli uzna, że to konieczne lub pożyteczne. Konieczne jest wtedy, gdy według spowiednika penitent nie wyspowiadał się należycie lub nie jest duchowo dysponowany do rozgrzeszenia. Może się zdarzyć, że spowiednik o coś zapyta. Ze strony kapłana nie jest to nigdy ciekawość, ale troska, żeby spowiedź była ważna. Istnieje też możliwość, że kapłan dopyta o jakąś rzecz, jeśli czegoś nie dosłyszał, lub osoba spowiadająca się wyraziła się niejasno. Podobnie, jeśli osoba spowiadająca się nie zrozumiała pouczenia, nie usłyszała zadanej pokuty, albo ma wrażenie, że ksiądz jej nie zrozumiał, zawsze może o tym powiedzieć.

Teraz rzecz, wielu powie – oczywista, chociaż warto ją pokazać od strony księdza. Chodzi o czas spowiedzi. Nie należy się rozwodzić nad rzeczami niezwiązanymi ze spowiedzią, gdyż konfesjonał nie jest miejscem na pogawędki. Jeśli ktoś potrzebuje rozmowy może poszukać księdza i umówić się indywidualnie. Tak samo, jeśli ktoś ma długą kolejkę osób za plecami, to niech ma litość dla innych i nie opowiada historii całego życia. Jeśli ktoś spowiada się regularnie, krótkie pouczenie wystarcza. Czas zwykłej spowiedzi to najdłużej kilka minut, gdyż osoba klęczy i odczuwa dyskomfort. Jeśli natomiast jest to spowiedź podczas rekolekcji, szczególnie wyjazdowych, wtedy ma ona formę rozmowy i trwa dłużej, lecz na co dzień taka forma nie jest potrzebna.   

Przy wyzna­niu grze­chów naj­częst­szym uczu­ciem jest wstyd. I wbrew pozo­rom to bar­dzo dobry objaw. Aby unik­nąć para­li­żu­ją­cego stra­chu można sto­so­wać for­mułę spo­wie­dzi „Boże zgrze­szy­łem prze­ciw Tobie…”, zupeł­nie tak jakby mówiło się do Boga; przecież kapłan jest tylko pośred­ni­kiem.

Powinno się także zacząć od grzechów „ciężkiego kali­bru”, wtedy łatwiej przejść przez spo­wiedź. W przy­padku grze­chów śmier­tel­nych należy podać ich liczbę i okoliczności. Dlaczego jest to takie ważne? Nie wchodzi tu w grę ciekawość spowiednika, ale troska, jak dany grzech ocenić. Np. jeśli ktoś powie, że nie uczestniczył w niedzielę we mszy św., to obiektywnie popełnił grzech ciężki. Ale teraz ważne jest pytanie o okoliczności; pytanie: dlaczego? Jeśli z powodu lenistwa, ta osoba ma grzech ciężki, a jeśli z powodu ciężkiej choroby, pracy, sytuacji niezależnej od penitenta, to nie ma grzechu, albo tylko grzech lekki. Wtedy spowiednik już wie, jak taki grzech – bądź jego brak – ma ocenić.

Kolejna bardzo ważna rzecz: nazywajmy grzechy konkretnie i po imieniu. Bez owijania w bawełnę. Według ks. Jana Twardowskiego, pewien kapłan pouczał, jak się spowiadać: Nie mów, że zrzuciłeś ze strychu kożuch, gdy w tym kożu­chu był wujek. Nie mów, że prze­je­cha­łeś butelkę, gdy ta butelka była w kie­szeni prze­chod­nia. Nie mów, że tylko ukra­dłeś sznu­rek, jeżeli do tego sznurka przy­wią­zany był koń.

Oczywiście, kapłana da się oszu­kać. Nie jeste­śmy wykry­wa­czami kłamstw, zresztą, nie przed kapła­nem klę­czymy… Boga oszukać się nie da. Sytu­acją jasną jest, że zata­je­nie grze­chu powo­duje, że spo­wiedź jest świętokradzka. A jeśli nawet udałoby się komuś w takiej sytuacji podstępem wyłudzić rozgrzeszenie, to i tak będzie ono nieważne.

Po wyznaniu grzechów następuje ważna for­muła : „Wię­cej grze­chów nie pamię­tam, za wszystkie serdecznie żałuje, postanawiam poprawę, proszę o pokutę i rozgrzeszenie”. Nie należy tych słów opuszczać. One są po to, aby spowiednik miał pewność, że spełniamy warunki potrzebne do rozgrzeszenia: żal za grzechy i postanowienie poprawy. Trzeba jed­nak pamię­tać, że w kon­fe­sjo­nale także mamy swoje prawa tzn. kapłan może nas pytać o grze­chy, nato­miast nie wolno mu wcho­dzić w szcze­góły, które nie są konieczne do oceny moral­nej. Następ­nie ma miej­sce nało­że­nie pokuty. Tutaj także trzeba wszystko wyja­śnić ponie­waż może się zda­rzyć, że pokuta nie jest moż­liwa do wyko­na­nia. Wtedy trzeba spowiednikowi o tym powiedzieć. Następnie udzie­lane jest roz­grze­sze­nie, warto więc wsłu­chać się w piękne słowa for­muły rozgrzeszenia:

„Bóg, Ojciec miło­sier­dzia, który pojed­nał świat ze sobą przez śmierć i zmar­twych­wsta­nie swo­jego Syna i zesłał Ducha Świę­tego na odpusz­cze­nie grze­chów, niech ci udzieli prze­ba­cze­nia i pokoju przez posługę Kościoła. I JA ODPUSZ­CZAM TOBIE GRZE­CHY W IMIĘ OJCA I SYNA, + I DUCHA ŚWIĘTEGO”.

Po odej­ściu od kon­fe­sjo­nału, na znak czci, cału­jemy stułę.

Niech szczera spowiedź będzie naszym wyznaniem wiary w miłosierdzie Boże, przyjęciem owoców śmierci Chrystusa i da siłę do lepszego życia.

Podobne artykuły