Ulmowie, perła Podkarpacia (cz. II)

Pozornie wydaje się, że podobnych sytuacji było wówczas na terenach okupowanych przez Niemców wiele. Jednak nie, takiej historii jeszcze nie było, bo Ulmowie miłością pokonali śmierć i zatryumfowali ponad diabolicznym systemem ideologicznym.

„Mieli otwarte oczy na potrzeby innych” – celnie podsumował Franciszkanin Ojciec prof. Zdzisław Kijas. Byli „jasnym promieniem w czasach ciemności” – dodał papież Franciszek. Niezwykłość polega na tym, że pierwszy raz jednym aktem najwyższej władzy Kościoła beatyfikowano całą rodzinę, dziewięciu błogosławionych. No dobrze, a gdzież przebywali tej tragicznej nocy 24 sierpnia 1944 aniołowie stróże ósemki Żydów i dziewięciorga Ulmów? Wszyscy pomordowani należeli do ludzi religijnych i w codziennej modlitwie pamiętali o swoich duchowych opiekunach. Radbym usłyszeć odpowiedź autorek książek i artykułów przywołujących każdą szczęśliwą okoliczność jako dowód interwencji aniołów stróżów. Znamy to: rozbita szyba, spadający kamyk, tajemniczy autostopowicz. A ja odpowiem tak, że odpowiedzieć za pomocą kategorii logicznych i intelektualnych nie sposób. Że istnieje obszar tajemnicy czarnej i nieprzeniknionej dla umysłu ludzkiego, tajemnicy boskiej nam ludziom niedostępnej. To jest ponad nami. Każda próba szukania racjonalnej odpowiedzi jest z góry zdana na porażkę i może jedynie obrazić Boga.

*

Ucieszyła mnie podczas uroczystości beatyfikacyjnej liczna obecność najwyższych władz państwowych i kościelnych. W jak zwykle świetnym wystąpieniu prezydent Andrzej Duda podkreślił znaczenie ofiary Ulmów jako świadectwa postawy duchowej i jako świadectwa tragedii historycznej, jako tragiczny dokument zorganizowanego przemysłu zagłady. Nigdzie, oprócz Polski nie było kary śmierci za ukrywanie Żydów. Dlaczego? Wniosek wydaje się prosty: to w Polsce mimo jakże skomplikowanych relacji najbardziej mogli liczyć na pomoc. Dowódca akcji w Markowej owej pamiętnej nocy 23 sierpnia 1944 nie poniósł najmniejszej kary. Po wojnie wrócił do rodzinnych stron i spokojnie pracował. Umarł w roku 1960, a jego córka, dzisiaj przesympatyczna babcia przebywająca w domu opieki, nie ma najmniejszego pojęcia o czynach ojca. I nie jest ważne, czy nie wie, czy raczej nie chce wiedzieć. Nie chodzi o rozdrapywanie ran, o prowokowanie Niemców do nerwowych reakcji w rodzaju: „Jak długo jeszcze mamy odpowiadać za czyny naszych dziadków?” Należy ich zrozumieć i wybaczyć, podobnie jako uczynili to biskupi polscy w słynnym  liście otwartym z roku 1965. Najważniejsza nauka płynąca z tragedii Ulmów i ósemki Żydów to przestroga dla świata, przestroga przed totalnymi ideologiami, nie tylko przed narodowosocjalistycznym urojeniem o narodzie panów, któremu wszyscy wokół mieli służyć. Czyż dzisiaj nie ma równie utopijnych i fanatycznych ideologii depczących tradycyjny model rodziny, patriotyzm i drzemiącą w naturze ludzkiej postawę religijną, łaknienie Boga? Ideologie te odznaczają się przerażającą toksycznością i wsączane są w umysły narodów podstępnie i metodycznie, podskórnie i niejako bezboleśnie, wsączane metodą kija i marchewki. Ludzie nie są na takie socjotechniki całkowicie odporni. W końcu przesiąkają trującymi jadami i ulegają złudzeniom prowadzącym w efekcie do hekatomb ofiar i zniszczeń.   

*

Decyzja rodziny Ulmów przyjęcia pod swój dach ośmiu Żydów otworzyło drogę do ich beatyfikacji, zwieńczonej w dniu 10 września 2023. Dom z czasów wojny nie ocalał, ale w Markowej powstało Muzeum Ulmów. Relikwie wystawiono do kultu publicznego w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Doroty w Markowej. Na naszych oczach rodzi się sanktuarium. Z roku na rok będzie tu przybywać coraz więcej ludzi. Markowa to dzisiaj spora wieś (4000 mieszkańców) na południe od Łańcuta. Lokalna społeczność jest gościnna i chce, abyśmy tu przyjeżdżali. Oprócz muzeum i skansenu mają jeszcze dużo do pokazania i opowiedzenia. Za dziesięć lub sto lat (sanktuaria bardzo długo „dorastają” i trzeba kilku pokoleń, aby na trwałe wrosły w pejzaż duchowy) będę przejeżdżać tu rocznie miliony.